250 000 : powieść
Bałucki Michał
250 000 : powieść - strona 1
" Pisma Michała Bałuckiego . 250,000. Powieść . Warszawa. Nakład i druk S. Lewentala, Nowy-Świat Nr. 41. 1892. "
250 000 : powieść - strona 2
" 250,000. Powieść przez Michała Bałuckiego . Warszawa. Nakład i druk S. Lewentala, Nowy-Świat Nr. 41. 1892. "
250 000 : powieść - strona 3
" Дoзвoлeнo ЦeнзуpoÑŽ. Bapшaba 11 IюнÑ? 1891 гoдa. "
250 000 : powieść - strona 4
" Kochanemu Antkowi Kozakiewiczowi pracę tę poświęca Autor w dowód przyjaźni. "
250 000 : powieść - strona 5
" I. POD BOMBĄ. „Pod bombą" — tak nazywano w pewnem galicyjskiem miasteczku knajpeczkę podrzędniejszego gatunku, mieszczącą się w zaułku niedaleko głównego rynku. Bomba nie była wcale wojennem godłem, był to poprostu pękaty, gruby kufel piwa, wymalowany na ścianie nad..."
250 000 : powieść - strona 6
" Kiedyindziej bywało tu za dnia dość cicho i pusto; czasem jaki robotnik, albo nałogowy pijak zajrzał na półkwaterek mocnej; przyszła dziewczyna po wódkę z flaszeczką pod chustką, albo chłopak z terminu z dzbankiem po piwo. Dopiero wieczorem zbierała się liczniejsza kompania...."
250 000 : powieść - strona 7
" niezadowolony, wiecznie narzekający na los i na ludzi. Prawdą jest, że los obchodził się z nim rzeczywiście po macoszemu, choćbyśmy wzięli tylko to na uwagę, że właśnie wtedy, kiedy on otworzył swoją oficynę, zakazano cyrulikom zajmować się leczeniem chorych, zakazano im pod..."
250 000 : powieść - strona 8
" bobm piwa, które uspakajały go zupełnie i godziły znowu na kilka godzin z obecnym stanem rzeczy. Potrzebował poprostu wygadać się, wylać w słowach żółć z siebie i dla tego był stałym gościem co wieczór „pod bombą" — prezydował zgromadzeniu niezadowolonych i najczęściej..."
250 000 : powieść - strona 9
" szewc Ślazik, zacierając ręce z radości, że będzie mógł upić się za cudze pieniądze, bo za swoje nie co dzień mógł sobie coś podobnego pozwolić. — Żeby tylko przyszedł — odezwał się kiełbaśnik Salomonowicz, człowiek wiecznie wątpiący we wszystko, wyjąwszy w dobroć..."
250 000 : powieść - strona 10
" młoda Tarchałowa tak pomizerniała, schudła, to tylko przez tę starą — rzekł Twardzicki. — Przez biedę — wtrącił kiełbaśnik. — Albo to zje kiedy porządnie, ma jakie wygody? Tarchała sam dużo potrzebuje, stara także sobie krzywdy nie da zrobić. Niema dnia, żeby do mnie..."
250 000 : powieść - strona 11
" — No, Tarchała przecie nie zły mąż, nie można lego powiedzieć. — Ale z matką na udry iść nie może, bo to zawsze matka. A ona umie dokuczyć synowej za dziesięcioro. — Możebyśmy partyjkę?—spytał kościelny, którego zaczęła już nudzić ta rozmowa. — A nie zaczekamy na..."
250 000 : powieść - strona 12
" ciągnął długie włoskie cygaro, "talianem" nazywane tu powszechnie, i wziął się do zapalania. Ubranie jego, równie jak cała powierzchowność było zaniedbane i biedne. Surdut wytarty i jakby nie na niego robiony, rękawy za krótkie choć wygodne do jego zatrudnienia, odsłaniały..."
250 000 : powieść - strona 13
" jące aktorów prowincyonalnych, między którymi podobno jakiś czas przebywał. Nim ukończył manipulacyą z zapalaniem, to jest nim wyjął słomkę, założył ją za ucho, rozpalił dobrze cygaro na końcu i wydobył pierwsze dymy, Lajbuś z pomocą służby swojej, zaspanej Doroty i..."
250 000 : powieść - strona 14
" — Cieszyć się? I z czegoż to mam tak się cieszyć? — No, że syn, nie córka. — Syn, czy córka to wszystko jedno, zawsze to będą dzieci biedaka. Gdybym był bogatym, lub przynajmniej zamożnym... ba, ba... wtedy miałbym się z czego cieszyć. A tak, co to za rozkosz pomyśleć, że..."
250 000 : powieść - strona 15
" swój ulubiony temat, nie myślał wcale go puszczać tak lekko i oparłszy oba łokcie na stole, trzymając w jednej ręce cygaro, w drugiej kufel, perorował dalej, jak z katedry. — Tak, panowie — mówił, a tytuł ten łechtał dumę i próżność biedaków — rodzimy się na biedę,..."
250 000 : powieść - strona 16
" tak może szedł do końca życia, jak wół w jarzmie bez myśli i bez oporu, gdyby nie te wieczorne dysputy gości, którym się przysłuchywał z pod pieca, to drzemiąc, to naprawiając swój kożuch, który był dla niego kołdrą w zimie, materacem w lecie, a największą paradą w..."
250 000 : powieść - strona 17
" nych rozmów poczęły ruszać się i niepokoić mu głowę, zbudziły się w nim pragnienia, których nie miał, pewne wymagania i najpierwszym objawem tego przebudzenia się było, że kilka razy hardo postawił się Lajbusiowi. To praktyczne zastosowanie teoryj, których się nasłuchał,..."
250 000 : powieść - strona 18
" i nędza jego wydawała mu się coraz więcej niesprawiedliwością. To też kiedy z ust Tarchały usłyszał potwierdzenie tego, do czego doszedł drogą powolnego, długiego rozmyślania, mimowoli wyrwał mu się okrzyk potakujący słowom mówcy; okrzyk, który najprzód wszystkich zdziwił,..."
250 000 : powieść - strona 19
" — To też dla tego jest źle na świecie. Bogacze powinni dzielić się z biednymi. — Dobrze tak gadać; ale gdybyś pan, panie Tarchała, był bogatym? — Tobym wam dopiero pokazał, co można zrobić na świecie dobrego... he, he, gdybym ja był bogatym, tobyście dopiero zobaczyli. I..."
250 000 : powieść - strona 20
" ne, wynędzniałe, ale gospodarzowi przynosiło zysk i bogaciło go. Gładząc swoję krótko strzyżoną brodę, myślał, czy nie wypadałoby dla ujęcia sobie gości zrobić także traktamenciku z okazyi urodzin małego Tarchały? Obliczał, ile mu rocznie przynosił ojciec i z obliczenia..."
250 000 : powieść - strona 21
" go, co stanowiło rodzaj reklamy dla jego szynku — a potem zawołał, kłaniając się Tarchale: — Za zdrowie i szczęście małego pana Tarchały. — Niech żyje! Vivat! — i siedemnaście kufli, szumiących białą pianą, duszkiem prawie wychylono. Szczodrobliwość Lajbusia opłaciła..."
250 000 : powieść - strona 22
" ły na półmiskach największe specyały: kiełbasa z jajecznicą, wieprzowina ze śliwkami i pierogi z kapustą, potrawy, które dotąd znał tylko z widzenia, lub opowiadania. Aniołowie w białych fartuszkach chodzili koło tych stołów i usługiwali — i dziwna rzecz, aniowie wszyscy..."
250 000 : powieść - strona 23
" i krew mimo zakazu puszczali, rozumie się w sekrecie i w izdebce od podwórza. Zarobek więc był nie taki, żeby się zbogacić, ale przynajmniej wyżyć by można było, gdyby nie to, że „pod bombą" zostawała większa część tych zarobionych pieniędzy i że Tarchała, oprócz żony,..."
250 000 : powieść - strona 24
" ła. Małą emeryturę, jaką miała po mężu, coś parę reńskich miesięcznie, obracała wyłącznie na własne przyjemności; nie troszcząc się wcale o to, że czasem u syna w domu nie było na obiad. Tej nocy, w której syn jej sprawiał towarzyszom libacyą „pod bombą", ona także z..."
250 000 : powieść - strona 25
" — A to ona była kiedy inna? Zdrowie, jak u kurczęcia. Ja niewiem, co się tam u niej memu Markowi spodobać mogło — chude to, piegowate — Boże! — i ruszyła pogardliwie ramionami. — Ona nie będzie mogła karmić, bo wpadnie w suchoty, jak amen w pacierzu. — Nie wielka by szkoda..."
250 000 : powieść - strona 26
" i wszystko jej jedno, jak tam jej dziecko żyje. Ja jestem kobieta z sercem, to mnie wszystko boli. Å?zy zaczęły już dobywać siÄ™ jej z oczów. — Bodaj jÄ… Bóg skaraÅ‚, za mego syna, co mu zawiÄ…zaÅ‚a Å›wiat, co go wpÄ™dziÅ‚a w takie bÅ‚oto! — Ależ pani Jakóbowa, dajcież pokój,..."
250 000 : powieść - strona 27
" bodaj jego w dziesięcioro pokręciło; bo to przez niego wszystko. — Cóż to za Ignac? — spytała Bulikowa omdlałym głosem; bo się jej już oczy przymykały ze znużenia, a więcej z herbaty. — Ignac!... to pani nie znała Ignaca? Tego pokrakę, garbuska, z krzywą główką? — A......"
250 000 : powieść - strona 28
" Markusia, że już matka u niego nic nie znaczyła, i w nich tylko widział wszystko najlepsze. Co Ignac zrobił, co Ignac doradził— to święte. O! pani, co ja wtedy przeszłam, to niech ręka Bożka broni, niech Bóg zachowa każdą matkę od tego. — Oni to namówili go, że mój Markuś..."
250 000 : powieść - strona 29
" słodkie miny stroić, zawracać temi siwemi ślepiami tak mi chłopca do reszty zbałamucili — i został, i na domiar wszystkiego jeszcze się ożenił z tą lafiryndą. Na wspomnienie synowej Bulikowa przypomniała sobie, że wypadało zajrzeć do chorej, i ruszyła się z miejsca. —..."
250 000 : powieść - strona 30
" — Ja... otwórzcie. — To Marek wraca — rzekła Tarchałowa dla uspokojenia wystraszonej Bulikowej, i poszła drzwi otworzyć. — Wszedł Tarchała — nie pijany, ale podchmielony nieco, bo jeszcze dużo było potrzeba, aby stracił przytomność; miał pod tym względem mocną i..."
250 000 : powieść - strona 31
" na to i odpowiedział matce opryskliwie, że nie pójdzie do nich. — Wie matka przecie, że oni nas znać nie chcą. Mało to nachodziłem się do nich i ja, i matka. — Ale to co innego, a to co innego. Wtedyśmy potrzebowali ich pomocy, a nie każdy chętnie daje. A teraz idzie poprostu o..."
250 000 : powieść - strona 32
" przekonała go w końcu i Tarchała postanowił jutro wybrać się do swoich krewniaków. Już piątą odbił zegar na kościele, kiedy ukończyli rozmowę. W klasztorze Bernardynów dzwonek odezwał się na jutrznią. Czas wielki było położyć się spać. Tarchała sypiał razem z żoną;..."
250 000 : powieść - strona 33
" zdrowego, nie kulawego, nie ślepego — to taka teraz odpłata! — Zaczęła szlochać na dobre. Tarchała, przyzwyczajony do podobnych scen, nie wiele sobie robił z tego żalu matki; odwrócił się twarzą do ściany i niezadługo zasnął. Matka zakończywszy płacz cichem przekleństwem..."
250 000 : powieść - strona 34
" gle i wodę, parę razy pukała i zaglądała do okna, a nikt nie myślał wstać, tak mocnym był ich sen. Dopiero głośny płacz dziecka obudził najprzód Bulikową. Zaspana zerwała się i pobiegła uspokajać maleństwo. Tarchała także się tem przebudził. Ziewnął głośno parę razy,..."
250 000 : powieść - strona 35
" chyliła się ku śpiącej i zdrętwiała cała, bo pod ręką uczuła ciało zimne i sztywne. Z przerażenia upuściła dziecko z rąk — szczęście, że nie spadło na ziemię, tylko na pościel. — Rany boskie! pani Tarchałowa! — mówiła nieprzytomnie, chwytając drżącemi rękoma..."
250 000 : powieść - strona 36
" wołaniem przywołać ją do życia, i modliła się naprzemiany. — Matko najświętsza, królowo niebieska — Jezu Nazareński zmiłuj się nademną! Chciała wołać Tarchały do ratunku, ale nie miała odwagi. Nareszcie on sam wszedł do sklepiku z ryneczką w ręku. — No, jest rumianek...."
250 000 : powieść - strona 37
" Syn odtrącił ją gwałtownie od siebie. — Toście wy ją zabili — krzyknął i wybiegł bez czapki, bez surduta, jak waryat jaki na ulicę, po doktora. III. NA POGRZEB I NA CHRZCINY. Śmierć Tarchałowej stała się głośną w całem miasteczku. Mówiono o niej raz dla tego, że na..."
250 000 : powieść - strona 38
" uwiadomieni, że Tarchała poszedł najprzód do sędziego. Mieszkał on w parterowym domu w ulicy głównej, która była zarazem traktem publicznym, a więc ożywiona przejeżdżającemu wozami, bryczkami, powozami, co dawało pannom sędziankom zajęcie i rozrywkę; bo ledwie koła..."
250 000 : powieść - strona 39
" czytaniem romansów z miejscowej biblioteki; Fipcia, czyli Filipina męczyła po kilka godzin dziennie klawisze fortepianu kilkoma „kawałkami", których nigdy bez błędu wygrać nie była w stanie, a Hipcia — najmłodsza, skazana na krótkie sukienki, dopóki starsze siostry nie usuną..."
250 000 : powieść - strona 40
" knie dla swoich dziewczątek, tam szewcowi za trzewiki, gdzieindziej za co innego. Z korzennego sklepu brano także towary na kredyt — słowem krucho było z panem sędzią; ale nie dawał tego poznać po sobie. Nosił zawsze dumnie do góry swoje krótko ostrzyżoną głowę, także rudego..."
250 000 : powieść - strona 41
" ła — przyszedłem... chciałem prosić... krótko mówiąc, żona mi umarła. — A cóż nas to obchodzi? — odezwała się najstarsza Bibcia, wzruszając cudemi ramionami, jak skrzydłami. — Tak, cóż nas to obchodzi?—powtórzyła matka za ukochaną Bibcią. — Chciałem tego... na..."
250 000 : powieść - strona 42
" sprawka? — rzekł, wskazując na gromadę ludzi, stojącą przed oknami. — Ja ich nie wołałem, sami przyszli. — Nie sami, bo za tobą się tu przywlekli. Chciałeś pan tem niejako wywrzeć nacisk na mnie, przymusić mnie; ale to ci się nie uda, bo to zemną sprawa. Gromadka ludzi za..."
250 000 : powieść - strona 43
" wie mu szumiało, w oczach się ćmiło i paliło coś. On taki wymowny „pod bombą", tu zapomniał całkiem języka w gębie. Dopiero kiedy znalazł się za drzwiami, odzyskał odwagę; zacisnął zęby, że mu aż kości szczękowe przez skórę się przebijały i zaklą na cały głos. Zły..."
250 000 : powieść - strona 44
" potknął się o blacharza, idącego powoli środkiem rynku. — Przez Boga, co robicie? — zawołał staruszek, łapiąc równowagę, którą stracił był przez to uderzenie; a przyjrzawszy się uważniej twarzy Tarchały wzburzonej, nabiegłym krwią oczom, zapytał przestraszony: — Co wam..."
250 000 : powieść - strona 45
" łym krzyżem w głowach. Trumnę postawiono na dwóch drewnianych stołkach; — przy ścianie na stoliku paliły się w mosiężnych lichtarzach dwie świece i rzucały blask na krucyfiks stojący w pośroku. Tarchałę uderzyło to ubóstwo. — Cóż to, nie będzie katafalku, ani kiru, ani..."
250 000 : powieść - strona 46
" — Na co?... Bo ja chcę... bo nieboszczka warta tego — odparł szorstko. — A zkądże weźmiesz?... Byłeś u nich?... Dali co? — Dali — rzekł z szyderczym uśmiechem. — Ślicznie mi matka doradziła. Bodajbym był nogi połamał, za nim tam poszedłem. W tem dziecko zapłakało w..."
250 000 : powieść - strona 47
" przyniósł wiadomość, że Tarchała kręci się po mieście za pieniędzmi, że nie ma za co żony pochować. — Trzeba coś radzić na to — mówił — ksiądz twardy, bez pieniędzy nie pochowa, możebyśmy się złożyli. Zaczęto składać do czapki blacharza. Każdy dał co mógł;..."
250 000 : powieść - strona 48
" nietylko pogrzeb można było opłacić, ale nawet wyprawić jaką taką stypę — rzecz nieodłączną przy pogrzebach w tej klasie ludzi. Tarchała nic o tem wszystkiem jeszcze nie wiedział. Zafrasowany przyszedł „pod bombę". — Lajbusiu — odezwał się nieśmiało, nie patrząc..."
250 000 : powieść - strona 49
" — Byłaby skończyła dwadzieścia we Wrześniu, — Taka młoda... aj waj! — Ażebycie wiedzieli, co to za dusza była, to poszukać. Nieraz bywało człowiek się zawieruszył z kompanami, wrócił do domu, jak nieboskie stworzenie i nie zawsze w dobrym humorze, czasem i wybił. A ona,..."
250 000 : powieść - strona 50
" fajeczki, czasem westchnął, wtórując smutkowi Tarchały, lub dorzucił jakie słowo na pocieszenie. Wieczorem nadciągnęło zwykłe grono gości „pod bombę". Blacharz z szewcem przyszli najpóźniej i od nich dowiedział się Tarchała, że nieboszczka już. na katafalku, że pogrzeb..."
250 000 : powieść - strona 51
" wała w koło cisza grobowa, co nadawało światłu jakąś tajemniczość i grozę. Dwanaście świec paliło się koło katafalku — katafalk był o trzech stopniach, a na nim leżała nieboszczka, ustrojona w perkalikową sukienkę i biały czepeczek. Dziadek kościelny na palcach chodził..."
250 000 : powieść - strona 52
" Rzucił się na łóżko z taką gwałtownością, że aż Bulikowa, drzemiąca przy dziecku, zerwała się na równe nogi. — Wszelki duch!... a, to pan. Takem się przestraszyła. Nic jej nie odpowiedział. Założywszy ręce pod głowę, leżał długi czas w znak, zapatrzony w sufit. Potem..."
250 000 : powieść - strona 53
" — Miało być chore, i jest — zakonkludowała akuszerka. — Dopust Boży, i tyle. — Matka była zawsze słabowitą, to cóż się dziecku dziwić, że byle jakie — dorzuciła stara Tarchałowa. — Ja bym radziła dziecko ochrzcić co prędzej, bo nuż nieszczęście, a szkoda duszy...."
250 000 : powieść - strona 54
" I zaczęła także nos ucierać z powodu łez, które jej napływały do oczów. Rozczuliła się nad sobą. Jeszcze po śmierci nie mogła darować zazdrosna baba synowej, że jej zabrała serce syna. Na pogrzebie, który odbył się nazajutrz po chrzcinach, także nie wiele okazywała żalu po..."
250 000 : powieść - strona 55
" strzową, pocztmistrzowa na naczelnikową i t. d. — i stało się, że wszystkie panie gotowe do wyjścia wyczekiwały w domu jedna na drugą, a że żadna nie miała odwagi być pierwszą, więc żadna nie wyszła z domu. Tak więc pogrzeb Tarchałowej odbył się bez asystencyi lepszego..."
250 000 : powieść - strona 56
" uparcie, że gdyby była poszła za niego, byłoby mu się inaczej wiodło i dla tego Tarchałę uważał za główną przyczynę swego nieszczęścia. Do tego jeszcze powziął podejrzenie, że kto wie, czy Tarchała lub jego matka nie przyczynili się do śmierci nieboszczki. — Zawadzała..."
250 000 : powieść - strona 57
" IV. WIELKI LOS. Biedni nie mają czasu na długą żałobę. Życie ich nie jest powabne, to też i śmierć nie straszna. Zwykle ze stypy pogrzebowej wracają już napół pocieszeni, a w miesiąc po pogrzebie wspominają nieboszczyków, jakby już Bóg wie jak dawno nie było ich na..."
250 000 : powieść - strona 58
" o której nie wspominała nikomu, nawet mężowi. — Ta myśl przebiegła po głowie Tarchałowej i drżącemi z niecierpliwości palcami poczęła rozrywać sznurki i targać płótno. Była tak zajęta tą czynnością, że nie słyszała, iż ktoś drzwi otwierał i wszedł do izby. Był to..."
250 000 : powieść - strona 59
" — Jak nie moje, to co mi do tego? Skoro wróci to sobie zabierze, kiedy jego własność. — To jeszcze pytanie, czy jego. Nieboszczka przecież nie miała swojego majątku ani grosza, to i rozporządzać niem niema prawa, boś ty pracował na to. — Więc matka myśli, że tam będą..."
250 000 : powieść - strona 60
" dość niekształtnie przez Ignacego, kilka zasuszonych kwiatków, parę obrazków i bilet z powinszowaniem imienin z gorejącem sercem przeszytem strzałą. Tarchała znał ten bilet, Ignacy mu go pokazywał z dumą, mówiąc: „to od Józi". Józia to najmłodsza córka blacharza. Tarchała..."
250 000 : powieść - strona 61
" — Ale zkądżeby znowu takie pieniądze. Ignac przecie nie żaden był bankier, żeby trzymał zagraniczne pieniądze. — No, jak nie pieniądze, to niema sobie o ca głowy łamać. Zwinąć, jak było i niech sobie leży. — Ale zaszyć trzeba. — A po co? Przecież się na takie..."
250 000 : powieść - strona 62
" — Pięćset dwanaście — to mały numer. — To nie ten. — Co oni tam czytają? -— spytał Tarchała szewca. — Numera. Bo Lajbuś wyczytał w jakiejś niemieckiej gazecie, o jakiejś dużej wygranej. Wzywają tego, co wygrał, żeby się zgłosił. — No, cóż, a wasz numer nie..."
250 000 : powieść - strona 63
" bieskiemi literami i miała dwie czerwone cyfry w środku. Serce zabiło mu żywiej, bo nuż on był tym szczęśliwym. Nie zdradził się jednak niczem i z pozornym spokojem oddając papier mydlarzowi, spytał: — Zkądże wy przyszliście do tego losu? — A był tu raz jakiś przyjezdny..."
250 000 : powieść - strona 64
" Lajbusia całkiem się opróżniło i on sam został z gazetą w ręku. Niebieskie kartki powoli znikały w kieszeniach. Tarchała patrzał na to i wahał się widocznie, co ma zrobić. Wreszcie odezwał się, nie patrząc na nikogo — głosem, któremu chciał nadać spokój i obojętność:..."
250 000 : powieść - strona 65
" rzucał papiery. Z pośpiechu przerzucił kilkakrotnie miejsce, gdzie się ów los znajdował. — Gdzie się podział? Gdzie się mógł podzieć?— mówił do siebie. — Co takiego?... czego szukasz? — Papier... ten niebieski papier, co tu był — mówił gorączkowo. — Musi być. Nikt..."
250 000 : powieść - strona 66
" mógł całkowicie zapanować nad sobą, dziwnie drgały w nim wszystkie nerwy — musiał całej mocy użyć, aby nie zdradzić się z tem wewnętrznem wzburzeniem; zdobył się przynajmniej na pozorną obojętność i powolnym krokiem wszedł „pod bombę". — No, jest!— odezwał się..."
250 000 : powieść - strona 67
" mu araku do ust. To go ocuciło. Otworzył oczy, popatrzył na wszystkich, a widząc, że to wszystko, co się stało przed chwilą, nie było snem, ale rzeczywistością, uśmiechnął się głupkowato, otarł twarz spryskaną wodą i podniósł się z ziemi. — A to mnie, panie, zwaliło z..."
250 000 : powieść - strona 68
" — A może-by wina, przy takiej uroczystości — zauważył Lajbuś. — Ja kwituję z wina, to pański trunek. Pozwolimy sobie za to więcej piweczka. — Pijcie, co dusza strzymać może — mówił rozochocony Tarchała. — I dziś, i jutro, przez wszystkie trzy dni, co kto chce, niech..."
250 000 : powieść - strona 69
" muszą być jakieś nieprzebrane skarby, z których można brać i brać bez końca i uszczęśliwiać wszystkich. Było mu tak dobrze, tak jakoś błogo na sercu, jak raz, gdy mu się śniło, że latał w powietrzu. Tymczasem Tarchała, naściskawszy się i nacałowawszy z towarzyszami,..."
250 000 : powieść - strona 70
" był — odrzekł zmieszany nieco tem pytaniem, które żyd wcale nie w złej myśli wypowiedział.—Los jest u mnie i mnie się należą pieniądze. — Ba, gdyby to był los. — A cóż to jest? — To tylko promessa — odrzekł żyd flegmatycznie. Obecni spojrzeli po sobie. — Nie..."
250 000 : powieść - strona 71
" bierze sobie pieniądze za wasz los i inne jeszcze i wio do Ameryki. A kto go tam potem wyszuka! — Więc myślicie, że i ten mógł... — Ja tylko robię moje uwagi. Bankier bankierowi nierówny. Dlatego ja pana pytałem, panie Tarchała od kogoście kupili tę promessę. Bo tu czasem..."
250 000 : powieść - strona 72
" ogniu. Tarchała potniał cały. Okropne przechodził męki. Drżał z obawy utraty tego skarbu, którego jeszcze nie posiadał, i nie wiedział, jak sobie radzić. — Więc cóż mi radzicie zrobić? — spytał desperacko. — Czy ja wiem? Ja nigdy nie byłem w takim wypadku. Żeby kto..."
250 000 : powieść - strona 73
" wrzawa nie do opisania. Antek także za innymi podnosił pięście w górę, grożąc żydowi. Ten jednak spokojnie stał wśród wzburzonych, gładził brodę i spoglądał na nich z uśmiechem, w którym i lekceważenie, i politowanie się przebijało. Gdy się burza uspokoiła nieco, odezwał..."
250 000 : powieść - strona 74
" cić, to musiałbym pożyczyć, i to pożyczyć w dużem mieście. A kto biednemu szynkarzowi pożyczy taką sumę, jak mu nie obieca dużego procentu? Tu i trzydzieści procent nie wystarczy. A teraz policzcie rządowi. — Rządowi, za co? — Za co? To także pytanie? A za co płacicie..."
250 000 : powieść - strona 75
" ryzyka żadnego nie było, jeszczeby nie było za dużo za moję fatygę. Tarchała się namyślał już na to. Gdyby był miał te pieniądze przed sobą, może nie zdecydowałby się nigdy na podział, ale pieniądze były jeszcze tylko w cyfrach, dojście do nich wątpliwe, to też mniej..."
250 000 : powieść - strona 76
" janego towarzystwo całe, także źle trzymające się na nogach, odprowadzało do domu z krzykami, śpiewami, nic sobie nie robiąc z tego, że całe miasto spało jeszcze, że mogli obudzić hałasem swoim pana burmistrza, albo sędziego. Co im teraz znaczył sędzia, albo burmistrz — im,..."
250 000 : powieść - strona 77
""
250 000 : powieść - strona 78
" to prawda? Ile to, ile wygrał? A to szczęście dopiero! Jedni się dziwili, drudzy zazdrościli, a tych było najwięcej, a wszyscy ciekawi byli widzieć tego szczęśliwego. Gawiedź uliczna gromadziła się przed mieszkaniem jego, jak na jakie widowisko, zaglądano przez szklane drzwi, przez..."
250 000 : powieść - strona 79
" — Co takiego? — Żeśmy teraz bogaci, bardzo bogaci. — Strasznie bogaci, bo przeszukałam ci wszystkie kieszenie i grosza nie znalazłam, że nie było z czem iść do miasta. Nie wiem, jak będzie z obiadem. — Chcesz matka obiadu? Idź do restauracyi, powiedz, że pan Tarchała życzy..."
250 000 : powieść - strona 80
""
250 000 : powieść - strona 81
" bę to na nic takie życie. Dla biedaków, to prawie. Ale ja muszę dbać o siebie, muszę się oszczędzać, bo za takie pieniądze można długo żyć przyjemnie. Nucąc coś pod nosem, zwrócił się ku oknu, ale wnet cofnął się, zobaczywszy twarze ciekawych. Zdawało mu się, że te..."
250 000 : powieść - strona 82
" niż tu wszyscy w mieście. Żebyś ty wiedział, jakie to wszystko teraz grzeczne, kłaniali mi się, jak hrabinie jakiej. Lipczyński oddał mi tak głęboki ukłon, że do ziemi prawie. Tarchała połykał słowa matki, każda nowina nową radością rozjaśniała twarz jego, słuchał z..."
250 000 : powieść - strona 83
" kiem, jakby to było w restauracyi, jakby Tarchałowie byli gośćmi, i zameldował, że waza na stole. Stara Tarchałowa rosła w dumę, widząc się tak honorowaną. Z pompą i powagą usiadła do stołu. Tarchała poszedł za nią ponury i zamyślony. To pytanie matki, które przed chwilą..."
250 000 : powieść - strona 84
" się, że wszystkie mu się tak rozlecieć gotowe, i widmo przyszłego ubóztwa, powrotu do dawnego stanu zaczęło go straszyć. Nie, nie, nie odda tej polowy Ignacemu. Któż mu zresztą mógł zaręczyć, że Ignac nie zażąda od niego całej sumy. Najlepiej będzie, gdy nie dowie się o tem..."
250 000 : powieść - strona 85
" — Markusiu! Markusiu! — upominała go półgłosem trącając nieznacznie łokciem — bój się Boga, co sobie pomyślą? Dbała wiele o opinię nawet takiej służby i siliła się przybranemi tonami imponować jej, a zarazem pokrywać złe znalezienie się syna. — Markusiu, synku drogi,..."
250 000 : powieść - strona 86
" waniem wychyliła zdrowie krociowego pana. Tarchała z miną, zapożyczoną od wielkich panów, których był golarzem, podziękował im lekkiem kiwnięciem głowy. Kilka kieliszków wina rozpędziło przykre myśli, ożywiło go i dodało apetytu. Zaczął na dobre jeść teraz, obiad smakował..."
250 000 : powieść - strona 87
" nosie, aptekarzowi także pewnie zrzedła mina. Ha, ha, teraz ja zacznę zadzierać nosa. Nie znali mnie oni, teraz ja ich znać nie będę. — Możeby sprzątnąć ze stołu — odezwała się Tarchałowa, niezadowolona ze zbyt poufałej rozmowy syna ze służącymi. Nie uważała za stosowne..."
250 000 : powieść - strona 88
""
250 000 : powieść - strona 89
" niądze w kieszeni; czuł instynktownie, że one mu najlepiej podyktują sposób postępowania, nadadzą odpowiedni charakter. Postanowił więc czekać na Lajbusia. Za to matka nie mogła dosiedzieć w domu. Jej pilno było nasycić się honorami, jakich spodziewała się teraz od ludzi. Ubrana..."
250 000 : powieść - strona 90
" smak na jej syna, by go przerobić na swego zięcia. To też trzymała się sztywnie i hardo. Wyjście jej na miasto było rodzajem tryumfalnego pochodu. Widziała wszystkich oczy na siebie zwrócone, słyszała szepty, które po sercu ją głaskały; była wszędzie pożądaną, wszyscy się o..."
250 000 : powieść - strona 91
""
250 000 : powieść - strona 92
""
250 000 : powieść - strona 93
""
250 000 : powieść - strona 94
" Każde słowo tego listu szarpało serce Tarchały, bo każde było wyrzutem bolesnym, skargą przeciw niemu, że nie był takim, jak być powinien, jakim Ignac go chciał mieć dla swej siostry. W prośbie jego, by dbał o jej zdrowie i nie pozwalał jej zbytnio pracować — czytał..."
250 000 : powieść - strona 95
" nie stanowiłoby żadnej różnicy. A jednak wybrał ten dzień. Czy przeczucie, czy przeznaczenie namówiło go do tego? Przekonanie o jakiejś wyższej potędze, która wmieszała się w tę sprawę coraz więcej nabierała mocy w jego rozmarzonym umyśle, zdawało mu się, że duch żony i..."
250 000 : powieść - strona 96
" że to pieniądze, że każdy z tych obrazów reprezentuje summę, której nigdy w życiu nie widział w swojej kieszeni. Trudniej mu jeszcze było uwierzyć, że to wszystko teraz do niego należy. Szczęście wydało mu się mniej prawdopodobne, gdy się go już dotykał. Odliczono po kilka..."
250 000 : powieść - strona 97
" surduta: ale wkładając tam, otarł się ręką o list Ignacego: przestraszyło go to blizkie sąsiedztwo, jakby pieniądze mogły się wygadać przed listem, przedewszystkiem wyjął list i spalił; potem ponieważ kieszeń jeszcze za mało bezpiecznem ukryciem się wydawała, wyjął..."
250 000 : powieść - strona 98
" ło pakunek, który nawet w obszernej kieszeni surduta sterczał widocznie. Przez wzgląd tedy na pieniądze, został w domu. Matkę tylko wysłał za sprawunkami, bo ta teraz z trudnością w domu dosiedzieć mogła, a sam zamknąwszy się i zasłoniwszy firankę u okna, zajął się..."
250 000 : powieść - strona 99
" z okolicy i miasteczka, którzy dowiedziawszy się, że Tarchała już odebrał owe wygrane pieniądze, gromadzili się przed jego mieszkaniem, oczekując sowitej jałmużny. Rozpowiadano sobie o bajecznych sumach, jakie miał wygrać. Nędzarze, nie mający istotnego wyobrażenia o wartości..."
250 000 : powieść - strona 100
" czy Tarchała jest w domu, a któryś ze śmielszych poruszył nawet klamką. Tarchała zerwał się przestraszony, a zobaczywszy prawie pełną uliczkę ludzi o twarzach bladych, żółtych, nabrzękłych, z ponuremi spojrzeniami, jakie nadaje nędza i kalectwo, był przekonany w pierwszej..."
250 000 : powieść - strona 101
" Z wstrętem i niechęcią patrzał na ten motłoch uliczny, którego tak blizkim czuł się niedawno. — Co to za zbiegowisko? Precz mi ztąd zaraz z drogi, bo policyantom rozpędzić was każę. Taki głos odezwał się na ulicy. Tarchale wydawał się głosem zbawcy, który go uwalniał od..."
250 000 : powieść - strona 102
" podłechtany w dumie swojej tą wizytą i podał z pośpiechem stołek gościowi. Proboszcz usiadł bez ceromonii, oparł obie ręce na grubej lasce ze słoniową gałką i podnosząc siwe, rozkazujące spojrzenie na Tarchałę, rzekł: — No... cóż?... Wygraliśmy podobno wcale ładną..."
250 000 : powieść - strona 103
" kłapnął wczoraj; wdowa po nim ma zamiar sprzedać grunt, który przytyka do księżego pola. Będzie tego coś ze sześć morgów, które klinem wchodzą w plebańskie grunta. Możnaby zakupiwszy pięknie zaokrąglić je, byłaby jakaś całość, bo by już bez przerwy szły aż..."
250 000 : powieść - strona 104
" już wszystko i niczego się bać nie potrzebujesz, nawet gniewu Boskiego? Ja radzę z Panem Bogiem nie igrać; dał Pan Bóg pieniądze, ale może zdrowie odebrać i to, co żałujesz kościołowi, zabierze apteka i doktor. Mówiąc to, chodził wzburzony po sklepiku, zatrzymując się czasem..."
250 000 : powieść - strona 105
" poszedł prosto do kasyna, gdzie na niego z tarokiem czekali burmistrz, aptekarz i pan Lipczyński. Jeszcze Tarchała nie ochłonął z wrażenia, jakie na nim zrobiły słowa księdza, kiedy wróciła matka. — Czy to prawda — zaczęła się dopytywać syna — że tu był ksiądz proboszcz?..."
250 000 : powieść - strona 106
" — E... niech mi matka nie zawraca głowy. Odwrócił się gniewny i poszedł do drugiej izby. Tam usiadł rozparty i pogrążony w zamyśleniu, osłupiałym wzrokiem zapatrzył się w ulicę, której kawałek widać było przez szklanne drzwi. Różne osoby, między niemi wielu z jego..."
250 000 : powieść - strona 107
" dział zamknięty w domu, pozbawiony ruchu, towarzystwa. To wszystko razem musiało, a przynajmniej mogło wywołać pewien chwilowy rozstrój w organizmie. Zabobonny Tarchała jednak całkiem sobie to inaczej wytłumaczył. Ów dziedzic z Kurzej grzędy nie mógł mu wyjść z głowy, a gdyby..."
250 000 : powieść - strona 108
" jeszcze. Te sny gorączkowe okropnie go zmęczyły. Gdy się obudził, a było jeszcze ciemno, był tak osłabiony, jakby ciężką przebył chorobę. Zawołał na matkę, aby mu dała wody się napić. Zimna woda wydawała mu się nektarem, gdy nią zwilżył zpieczone usta. — Która to..."
250 000 : powieść - strona 109
" zanim ksiądz skończył modlitwy, obmył ręce i ubrał się w futro. Wtedy przystąpił do niego z pokorną miną i pocałował go w rękę. — A co tam?—spytał proboszcz, patrząc na niego z góry. — Przyszedłem, proszę księdza dobrodzieja względem tego pola. Możeby jegomość..."
250 000 : powieść - strona 110
" i nie było jednego, któryby śród tego ryku groźnych słów zdrzemnął się, choćby w najgorętsze lato. Intelligencya miejscowa nazywała go Jupiter tonans, rozumie się w jego nieobecności, bo zbeształby każdego, ktoby mu to śmiał w oczy powiedzieć, gdyż osobę księdza..."
250 000 : powieść - strona 111
" Kiwnął głową i wyszedł. Tarchała wrócił do domu z uspokojonem sumieniem. Matka, która właśnie wróciła także z miasta, nie mogła mu się naopowiadać, co tam za wrażenie zrobiło, że pierwsze kroki jego były do kościoła — że zrobił taką wspaniałą ofiarę, bo i o tem..."
250 000 : powieść - strona 112
" Poczciwe szewczysko, nie mogąc się doczekać przyjścia jego „pod bombę", kilka razy już zachodziło do jego mieszkania, ale zastawało zawsze drzwi zamknięte. Innym towarzyszom z „pod bomby" także się coś podobnego przytrafiało i uczuli się tem obrażeni, że im drzwi przed nosem..."
250 000 : powieść - strona 113
" go już na dobre zaczęto posądzać o pańskie fumy, o arystokratyczne pretensye. Teraz nastąpił zwrot w ich sądach korzystny dla Tarchały! — Skoro tak zaczyna, to już dobrze — rzekł blacharz. — Najprzód kościołowi, a potem nam. Pokazuje się, że na wiatr nie gadał, kiedy..."
250 000 : powieść - strona 114
" dzieje, co chce, pójdę!... Wyrzucić mnie przecież nie wyrzuci. Byliśmy zawsze tak dobrze ze sobą. Dla nabrania odwagi wstąpił jeszcze po drodze do szyneczku, kropnął parę kieliszków anyżówki i tak uzbrojony poszedł do Tarchały. Zastał go właśnie przy obiedzie, który naiwny..."
250 000 : powieść - strona 115
" — Moja pani, lepiej że ludzie troszczą się nami jak żeby wcale zapomnieli. — Tak, teraz wszyscy troszczą się o nas. — Oj nie od dzisiaj, moja pani. Z synem pani znamy się spory kawał czasu, byliśmy razem, jak to mówią, na wozie i pod wozem, a zawsze dobrymi przyjaciółmi. —..."
250 000 : powieść - strona 116
" — Dziękuję, dziękuję. Byłem nie zdrów przez kilka dni, ale teraz już lepiej. — A potem — dodał cichszym głosem—miałbym do was małą prośbeczkę. — Słucham — rzekł Tarchała, i spojrzał na Ślazika tak oficyalnie, jakby nie znajomym był jego i przyjacielem, ale..."
250 000 : powieść - strona 117
" — Tarchała wygrał, Tarchała ma pieniądze — to niech Tarchała da. Prawda?... Takeście sobie pomyśleli i jak w dym do Tarchały... Co? — Ha... no... juścić... niby... tak coś — bąkał zakłopotany szewc. — I może myślicie, że wy jeden taki. Setki-by tu zaraz się zleciało..."
250 000 : powieść - strona 118
" — No, ale żeby znowu człowiek się po pracy nie rozerwał trochę. To prawda, że człowiek nie święty, za kołnierz nie wyleje; ale przecież i wy tak samo. — Proszę sobie mojem dzieckiem gęby nie wyciarać — odezwała się zaperzona Tarchałowa — do mego syna nic nikomu, rozumie..."
250 000 : powieść - strona 119
" oczy otworzyły i widzę, że to sensu niema, żeby ludzie na to zbierali pieniądze, by je drugim dawać, bo wtedy-by każdy ręce opuścił i chciał żyć z miłosierdzia drugich. Wiecie, do czegoby to nas doprowadziło? Oto do tego, że świat zamieniłby się w jeden zakład..."
250 000 : powieść - strona 120
" się ze swoją prośbą, by go nie nazwał dziadem, bo i tak mu dość wyraźnie dał do poznania, że go za dziada uważał. Powoli podniósł się z siedzenia. — Ha, skoro tak, to was przepraszam, nie będę się naprzykrzał — rzekł, skłonił mu się i wyszedł. Tak mu się w głowie i..."
250 000 : powieść - strona 121
" z urzędników, ani intelligencyi nie zbliżał się do niego. Zdawało mu się, że teraz, skoro majątkiem stanął tak wysoko, powinniby ubiegać się o jego znajomość, a tymczasem nie — formalnie ignorowali go. Co go najwięcej dziwiło, że sędzia także nie zjawił się dotąd. On..."
250 000 : powieść - strona 122
" na spryt córek i ich piękność (bo i ten przymiot znajdował w nich, zaślepiony, jak każdy autor na swoje dzieło), wreszcie na swoje stanowisko w świecie, był pewny, że doprowadzi zamiar ten do skutku, byle pierwsze lody przełamać. Trzymał się więc zdaleka od Tarchały, a tymczasem..."
250 000 : powieść - strona 123
" — Kuzynie, — odezwał się, ocierając fularową chustką spoconą głowę i tłusty kark — czy to prawda, co mówią po mieście, żeś się tak dał orżnąć temu szelmie Lajbusiowi? Mówią o bajecznych sumach, żeś mu podobno za przyspieszoną wypłatę ustąpił ośmdziesiąt..."
250 000 : powieść - strona 124
" łowę zyskał na tym interesie, czterdzieści tysięcy, i za co? Za to, że się przejedzie do Wiednia po pieniądze, a nawet i tego nie potrzeba, bo listownie będzie mógł załatwić tę sprawę. No, i nie szkoda to tylu pieniędzy? — To prawda. No, ale cóż robić teraz? — Co?..."
250 000 : powieść - strona 125
" wisko w świecie, szło mi o to, żeby zachować decorum, powagę między ludźmi, boby mi lada kto potem kołki ciosał na głowie, widząc, że się pospolituję. Czy ty na mojem miejscu nie zrobiłbyś coś podobnego?... Założyłbym się o niewiedzieć co, że nie byłbyś innym, bo ludzie..."
250 000 : powieść - strona 126
" majątkowej pozycyi obecnej to ci nawet wypada. Słowem ułoży się tak jakoś, żebyśmy mogli żyć jako tako i być z siebie zadowoleni. To mówiąc, podał protekcyonalnie Tarchale rękę, którą on z wdzięcznością uścisnął. Matka spodziewała się, że także dostąpi tego zaszczytu..."
250 000 : powieść - strona 127
" lony, że tak łatwo udało mu się przełamać pierwsze lody. Po jego odejściu Tarchałowa nie mogła znaleźć słów na wychwalenie go, co to za dusza, z jakiem wykształceniem (bo i na tem się poznała), z jakiem szlachetnem obejściem się, jaki miły. Uściśnienie ręki krewniaka,..."
250 000 : powieść - strona 128
" to był właśnie dzień jarmarczny) zapędzał się po dawnemu do cyrulika, a zastawszy drzwi zamknięte, tłukł w szyby i szarpał klamką. Zniecierpliwiony Tarchała wypadł z krzykiem na nich. — Czego tu? — zawołał. — No, juścić do cyrulika, niby krew puścić. — Nie widzicie,..."
250 000 : powieść - strona 129
" wał, objawiało się ono ponurem milczeniem. Mówiono o nim mało, choć sobie niejeden już bardzo źle myślał. Pierwsze głośne objawy wrogiego usposobienia przeciw niemu zademonstrowały się w dniu, w którym szewc, wróciwszy od Tarchały, opowiedział, jakiego tam doznał przyjęcia i..."
250 000 : powieść - strona 130
" zoficznym spokoje patrzał na to wszystko. Po co on się miał irytować? O proces był spokojny, że go nie przegra, a co się tyczy zmiany, jaka teraz zaszła w postępowaniu Tarchały, to tej się nie dziwił, owszem, był przekonany, że każdy z tych, co teraz na niego wygadywali, gdyby go..."
250 000 : powieść - strona 131
" kiedy on coraz więcej biedniał i marniał, jego rywalowi tak świetnie szczęście dopisało. Wściekała go ta niesprawiedliwość losu i chodził, jak struty, a z oczu mu coś źle patrzało. Nie mówił wiele, nie należał do chóru, wygadującego na Tarchałę, ale w skrytości myślał o..."
250 000 : powieść - strona 132
" człowieka, że się z niego taki nadęty szlachcic zrobi. Jak tu nieraz wziął gadać, to się aż dusza radowała, jak wziął opowiadać, coby on to zrobił, jakby był bogatym. A teraz się zrobił taki dyabeł, jak drugi. Jabym był przysięgał na ewangelię, że to uczciwy człowiek, bo..."
250 000 : powieść - strona 133
" szczęście kilka osób weszło do szynkowni. Spytek, zobaczywszy ich, umilkł nagle. — No, cóż to za sposób? — dopytywał się Antek. — Pogadamy jeszcze o tem później. Przyjdę ja tu jeszcze wieczorem. To powiedziawszy, zakręcił się jeszcze po izbie czas jakiś, a potem wyszedł...."
250 000 : powieść - strona 134
" — A! to wy. A toście mi pietra napędzili. A wy tu co robicie po nocy? — Zamknij bramę i chodź za mną, pogadamy trochę; gdzie sypiasz? — Na podwórzu. Czekajcie, pójdę przodem, bo tam Zagraj, toby was poturbował. To powiedziawszy, wysunął się naprzód, ułagodził i uspokoił..."
250 000 : powieść - strona 135
" — Weź Tarchale, to będziesz miał. — Idźcie do palarusa z taką radą. To poprostu chcecie ze mnie zrobić złodzieja. Nie wiecie, że to grzech. — Byłby grzech, żebyś to wziął dla siebie; ale dla biednych... — To zawsze i tak grzech brać cudze. — Tak, gdyby to były cudze,..."
250 000 : powieść - strona 136
" którego ta myśl, że będzie mógł zostać dobroczyńcą biednych, zaczęła kusić ponętnie. — Prawda, jakby to było dobrze? — O! toby było bardzo dobrze. Coby to można było ludzi zrobić szczęśliwymi. Ale Tarchała nie odda. — Dobrowolnie nie odda, to się wie; ale jest..."
250 000 : powieść - strona 137
" — Wiem o tem i zaraz pomyślałem sobie, że ty byłbyś dobry do tego. __ Jakto?... Mnie chcecie?... — A dlaczegożbym ci to wszystko mówił? — Gdybym ja mógł to zrobić sam, to bym ci się pewnie nie opowiadał. No cóż, jakże? Antek skrobał się po głowie zaturbowany. — Czy ja..."
250 000 : powieść - strona 138
" puszczał pieniądze na zbytki, niż żeby biedni ludziska mieli z tego jaką pomoc, to dobrze. Widać milszym ci Tarchała, niż my wszyscy. — Co? Tarchała? A! niedoczekanie jego. Ja tego człowieka cierpieć teraz nie mogę. — Jemu też tam wiele zależy na tem, czy ty go cierpisz, czy..."
250 000 : powieść - strona 139
" da mu znak ostrzegający. Zapewniał go, że tu niema najmniejszego niebezpieczeństwa, że wszystko załatwi się cicho i spokojnie. Mimo to zapewnienie, Antek był bardzo niespokojny i on, co zawsze po całodniowej robocie sypiał jak zabity, tej nocy nie mógł wcale zasnąć. Dzień cały..."
250 000 : powieść - strona 140
" Antek kiwnął głową, nic nie mówiąc, bo nie mógł słowa przemówić, taki był cały skostniały i zcierpnięty ze wzruszenia i przestrachu. Stróż niebawem, szłapiąc ciężkiemi butami po schodach, wyszedł na górę i świecił im przy zawieszaniu sznurów. Antek stosownie do..."
250 000 : powieść - strona 141
" ścią wielką i niebezpieczeństwem życia dostał się na szczyt. Tu przysiadł dla odpoczynku i odetchnął swobodniej. Uczuł się dumnym na tej wysokości, z której poglądał na świat. Nad nim świeciły miliony gwiazd, ciemny lazur nieba był zasypany niemi, wszystkie świeciły się,..."
250 000 : powieść - strona 142
" tak zajęły całą jego uwagę, że nie był w stanie o czem innem myśleć. Systematycznie wziął się do rewizyi, przeszukał najprzód stolik, potem kuferek, potem szafę, wszystkie w niej suknie przetrząsał, a gdy nic znalazł ani w jednym, ani w drugim pokoju, zabrał się do..."
250 000 : powieść - strona 143
" tam więcej. A matka dawno wróciła? — spytał podniesionym głosem. — To dobrze zasnęła sobie — mówił dalej nie słysząc odpowiedzi — a świeca się pali. A nużby się tak co zapaliło? Toby była piękna historya. Matko! śpi matka? A cóż to za sen taki? Wziął świecę z..."
250 000 : powieść - strona 144
" Krzyk jego, a bardziej jeszcze strzał poruszył wszystkich w hotelu! Najpierwej wyskoczyła ze swego pokoju na wpół ubrana jakaś dama z sąsiedztwa. Niebawem ukazała się na kurytarzu gospodyni domu, służąca ze światłem, stróż i kilka jeszcze innych osób. — Co to?... Co się..."
250 000 : powieść - strona 145
" — Ratujcie! łapcie złodzieja!... Wszyscy obejrzeli się przestraszeni. W pokoju nie było nikogo; Antek bowiem słysząc nadchodzących, cofnął się do swojej kryjówki do komina i usiłował wydostać się tamtędy na dach. Ale osłabione ze strachu członki i zraniona noga odmówiły..."
250 000 : powieść - strona 146
" matka, która przez ten czas przyszła już do przytomności. — Już posłano — odezwał się ktoś z tyłu. W istocie niebawem nadciągnął żandarm. Przetrząśnięto mieszkanie całe, czy niema jeszcze gdzie jakiego ukrytego złoczyńcy, spisano protokół, przy którym z obwinionego nie..."
250 000 : powieść - strona 147
" nawet, żeby w pokoju czuwał kto przy nim; ale wnet przyszło mu do głowy, że taki strażnik pierwszy mógłby się rzucić na niego w nocy i zamordować. Nie dowierzał nikomu, bo w krótkim tym czasie, odkąd stał się posiadaczem tak znacznych pieniędzy, nabył przekonania, że..."
250 000 : powieść - strona 148
" nie nożami. Spłoszone i poranione konie puściły się cwałem i pędziły jak szalone gościńcem, mijając z szaloną szybkością wioski, lasy i pola. Aż zmęczone, zziajane, dymiące parą zatrzymały się przed jakąś karczmą. Gospodarz, który słyszał zajeżdżających, widząc, że..."
250 000 : powieść - strona 149
" czynu, trzeba ich pierwej aresztować, żeby się nie dopuszczali zbrodni. Na drugi dzień, skoro się tylko dowiedziano o zamierzonej kradzieży u Tarchały, wszyscy jego znajomi z kasyna przybiegli winszować mu, że uszedł niebezpieczeństwa. Między innymi najserdeczniejszym w wynurzaniu..."
250 000 : powieść - strona 150
" — Powiedz pan raczej majątek ziemski, bo realność w mieście, to rzecz bardzo niepewna. Przyjdzie ogień... — A czy to na wsi nie bywa ognia? — Bywa, ale jak mi się spalą budynki, zostaje ziemia, ziemia, która jest najpewniejszą. — Tak, tylko przynosi mały procent — rzekł..."
250 000 : powieść - strona 151
" — Ba, ba!... cudze ręce lekkie, ale nie pożyteczne — rzekł właściciel ziemski. — Ja mówię, niema jak ziemia. — Moi panowie — odezwał się aptekarz, który także należał teraz do najserdeczniejszych przyjaciół Tarchały — pokażcież mi jednego obywatela w okolicy,..."
250 000 : powieść - strona 152
" — To się daje do depozytu do jakiego banku i kwita. — Dobre mi kwita. Jednego pięknego poranku kassyer gotów się ulotnić do Ameryki razem z depozytem — i szukaj wiatru po świecie. Alboż to się mało zdarza takich wypadków? Tarchała przysłuchywał się tym wszystkim dysputom i..."
250 000 : powieść - strona 153
" przemysłowcem, gdy naraz dowiedział się od sędziego że przemysłowiec zagrożony bankructwem i dla tego ciągnie go do spółki, aby jego pieniędzmi wyratować się z ruiny. Rezultat tego ostrzeżenia był taki, że Tarchała odrzekł się fabryki i spółki, i począł przemyśliwać o..."
250 000 : powieść - strona 154
" Każdy, pod pozorem życzliwości, obmawiał przed nim drugich, odkrywał mu ich podstęp i interesowność, i wystawiał ich w niekorzystnem świetle — tak dalece, że Tarchała, pokombinowawszy te wszystkie doniesienia, przyszedł do przekonania, że wszyscy czychają tylko, aby go oszukać,..."
250 000 : powieść - strona 155
" nienie wszedł w stosunki z tak zwanym arystokratycznym światem — żona jego bowiem była hrabianka z domu — i usiłował żyć na równi ze swymi jaśnie wielmożnymi kuzynami, naśladując ich, a nawet współzawodnicząc z nimi w zbytkownych upodobaniach. Przejażdżki zagranicę do..."
250 000 : powieść - strona 156
" denastej, — słowem pozwalano sobie wszystkich pańskich przyzwyczajeń, które nie wymagały wielkich nakładów, bo dochody ich były bardzo ograniczone i napływały nieregularnie, bądź to od krewnych w formie zapomogi, wiązań imieninowych, bądź od znajomych, jako podziękowanie za..."
250 000 : powieść - strona 157
" Zrobili naprędce przegląd garderoby, w której by mogli się zaprezentować, a że żadna suknia nie wydawała się dosyć odpowiednią i godną takiej wizyty, wiec syn i matka korzystali z tego, że do czwartku mieli jeszcze dwa dni, postanowili postarać się na gwałt o nowe stroje...."
250 000 : powieść - strona 158
" teraz w wykrochmalonej sztywnej bieliznie był, jak żółw w skorupie, albo jak aktor w tekturowym pancerzu, który krępował jego ruchy. Bał się usiąść i zgiąć rękę, schylić głowę, by nie połamać gładkiej powierzchni gorsu lub mankietów. W czasie ubierania oboje przypominali..."
250 000 : powieść - strona 159
" rządnem towarzystwie. Tylko ty się nie zapominaj i nie pluj na podłogę, bo by to było nie a propos. — To się rozumie. Inna rzecz w domu, a inna u kogo. — Jeszcze u takich państwa. Oni chyba muszą być z hrabiów. — To się wie. A nie widziała to matka korony na bilecie. To..."
250 000 : powieść - strona 160
" Ponieważ dopiero była ósma, przeto syn z matką, osądziwszy, że u wielkich panów podobno późno odbywają się herbaty i byłoby nie a propos pokazywać się tak wczas, postanowili czekać jeszcze przynajmniej z pół godziny. Przysiedli tedy na brzegach stołków z..."
250 000 : powieść - strona 161
" Uprzedzimy ich i zajrzymy do budoaru pań Lipczyńskich, gdzie przed przyjściem Tarchałów odbywała się następująca scena: mama Lipczyńska, której mąż dopiero dziś przed wieczorem oznajmił jakich się gości spodziewa, siedziała z miną zagniewaną, nie mogąc przebaczyć mężowi..."
250 000 : powieść - strona 162
" — Bardzo wiele! Człowiek bogaty a głupi, to kopalnia złota dla nas; parweniuszowi schlebiać będzie znajomość nasza i będzie ją opłacał różnemi grzecznościami. Zresztą Tarchała wdowiec, kto wie, czy niedałoby się wystrychnąć go na męża Guści. — Co? — zawołała..."
250 000 : powieść - strona 163
" tychmiastową wypłatę, mądry Lajbuś odciągnął coś siedemdziesiąt czy ośmdziesiąt tysięcy. Wprawdzie sędzia obiecuje wyciągnąć od niego drogą procesu choć połowę tej sumy, ale ja w to nie bardzo wierzę; zresztą jeżeli to uda się sędziemu, to z pewnością nie będzie taki..."
250 000 : powieść - strona 164
" — Rozmowa taka przystoi kupcom, kantorowiczom, ale nie wam. Zapominacie coście winni urodzeniu waszemu. — Nie zapominaj moja droga, że żyjemy w dziewiętnastym wieku, w którym najlepiej urodzeni stają na czele banków, zakładają fabryki wódek, sprzedają narzędzia rolnicze i oddają..."
250 000 : powieść - strona 165
" serdecznością, ale zarazem pańską powagą, którą chciał im zaimponować, na przybycie gości. Guścia postąpiła za nim, zastępując matkę w roli gospodyni. — Witam szanownych państwa u siebie — odezwał się, podając protekcyonalnie końce palców. Tarchała przez zapomnienie o..."
250 000 : powieść - strona 166
" — Ubolewaliśmy wszyscy nad panem; moja córka dopytywała się bardzo troskliwie o pańskie zdrowie. Tarchała ośmielił się z wdzięcznością spojrzeć na pannę, której biała delikatna twarz i jasne złociste włosy zaimponowały mu bardzo; znalazł to wszystko bardzo po pańsku. — W..."
250 000 : powieść - strona 167
" dym razie nie życzyłbym panu trzymać w domu takiej summy, to naraża na różne niebezpieczeństwa, a przy tem szkoda tak więzić kapitały. Mógłbym je panu bardzo korzystnie ulokować na dobry procent u moich znajomych. — Mówiono mi, że to niepewna rzecz — ośmielił się ..."
250 000 : powieść - strona 168
" — Zdaj sio pan na mnie. Ja mam stosunki z obywatelstwem. Będę panu mógł pomódz w tym względzie. — O! panie hrabio! Lokaj wniósł samowar. — A może mama będzie mogła wyjść na chwilę do herbaty — rzekł Lipczyński. — Państwo pozwolą, zaraz służyć będę. Guściu, baw..."
250 000 : powieść - strona 169
" Guścię rozśmieszyło to naiwne pytanie i odrzekła z uśmiechem. — Ja nie mam nic fałszywego. — Więc i te śliczne włosy muszą być prawdziwe? — Jak się panu zdaje? — odrzekła nieco urażona, wstała i poszła do samowara. Tarchała ścigał ją oczyma, a raczej bogate zwoje jej..."
250 000 : powieść - strona 170
" nia się na chwilę. Weszła do salonu, prowadzona uroczyście przez męża, z batystową chusteczką przy ustach, bo ją od razu uderzyła silna woń, jaką Tarchałowie zanieczyścili powietrze. — Tarchałowie z bałwochwalczem prawie uszanowaniem powstali za wejściem hrabiny. — Moja..."
250 000 : powieść - strona 171
" liczności... A pan Tarchała — mówił dalej, zwracając się do żony — ma właśnie zamiar nabyć wieś. Może wypadnie nam, że będziemy sąsiadami. — O, byłoby nam bardzo przyjemnie — odezwała się Tarchałowa. — Co to? Znowu gorzej? — spytał troskliwie Lipczyński,..."
250 000 : powieść - strona 172
" ziewnąć ukradkiem. Dla Tarchałów, którzy to spostrzegli, było to hasłem do odwrotu. Zaczęły się pożegnania, przy których Lipczyński szafował hojnie resztką grzeczności, jaką się zaopatrzył na dzisiejszy wieczór. Panna także ukazała się na chwilę, aby od mamy i od siebie..."
250 000 : powieść - strona 173
" — A ty? — Ja?... Ja musiałabym się jeszcze namyślić. — A tymczasem sędzianki sprzętną ci go z przed oczu, bo się na to gotują. — Więc mam z takiemi rywalizować... a, przyznam się — zrobiła gest pogardy. — Rywalizacyi nie będzie, gdy zechcesz, ale gdy się cofniesz z..."
250 000 : powieść - strona 174
" częli w rozmowie rekapitulować szczegółowo całą wizytę, rozpływali się nad gościnnością Lipczyńskiego, uprzejmością jego córki, pańskiem znalezieniem się samej pani. — Co to za wspaniała osoba — mówiła Tarchałowa, drapiąc się po rozgrzanych plecach. — Jakie to..."
250 000 : powieść - strona 175
" Matka tymczasem rozmyślała, co to będzie jutro gadania po mieście, jak się dowiedzą o ich wizycie u Lipczyńskich, bo że się dowiedzą, to pewno. Ona sama postarała się o to, gdy następnego dnia wyszła. Rozumie się, nie każdemu i nie każdej raczyła się z tem pochwalić, bo od..."
250 000 : powieść - strona 176
" to na model przyniósł ów bilet z zaproszeniem, co stanowiło zaraz rodzaj reklamy. — Czy i koronę wydrukować? — spytał go drukarz. Pytanie to zakłopotało go. Rozumie się, że miał wielką chęć na koronę, ale nie wiedział, czy ma prawo do niej, bo był przekonany, że trzeba..."
250 000 : powieść - strona 177
" Kiedy przyszło ułożyć na stole wszystkie pokupowane zapasy, pokazało się, że stolik ich nie wystarczał, przyniesiono więc z restauracyi składany stół na dwanaście osób, na którym pięć nakryć wyglądało ogromnie zabawnie, bo talerz od talerza o parę łokci był oddalony, na co..."
250 000 : powieść - strona 178
" — Rany bozkie, to ci państwo! — zawołał przyciszonym głosem Tarchała. — Zaraz, zaraz — powiedział głośno, a po cichu do matki: — a zabierzże matka, u sta dyabłów, te materklazy z łóżka, no i grzebień, i moje ubranie, a śpiesz-że się matka. Trzymajże matka lepiej w..."
250 000 : powieść - strona 179
" — O! przepraszam. Za małą chwilkę służyć będę, za malutką chwileczkę. Augusta na seryo była zirytowana; wszystko się składało, aby ją zrazić do tych ludzi, którzy na każdym kroku zdradzali swoją prostacką naturę i gburowate obejście. — Przyzna ojciec, że to już..."
250 000 : powieść - strona 180
" z radości, że w ich domu rozmawiają po francuzku Honor ten spadał i na nich, uważali się coraz więcej za ludzi, należących do wielkiego świata. Tymczasem chwileczka, o którą prosił Tarchała, przeciągnęła się w dobre pół godziny, bo w zbytecznym pośpiechu i matce, i synowi..."
250 000 : powieść - strona 181
" na wyściełanem. Niech państwo raczą usiąść do skromnej herbatki. Pokazało się jednak, że zanim można było usiąść do tej skromnej herbatki, trzeba było jeszcze przedtem pousuwać z pokoju niektóre części garderoby, które w pośpiechu zostawili to na łóżku, to na stołku...."
250 000 : powieść - strona 182
" A gdy te zaklęcia nie pomagały, to uciekała się do zwykłego frazesu: — Może państwu nie smakuje u nas biedaków, państwo przyzwyczajeni do czegoś lepszego — albo: — Jakto? mam dostać koszyczka od pana dobrodzieja? — jaśnie panna gardzi i t. d. I tak męczyła temi prośbami,..."
250 000 : powieść - strona 183
" — Grunta przeważnie w równinach, przeszło sześćset morgów, lasów i łąk prawie drugie tyle, do tego park prześliczny z wodotryskami, posągami i pałac, wprawdzie nieskończony, ale cacko. I to wszystko będzie można nabyć za półdarmo, bo cena wywołania sześćdziesiąt tysięcy...."
250 000 : powieść - strona 184
" stał się w godne ręce. A mojem zdaniem, nie mógłbym znaleźć godniejszego od pana. Tarchała odetchnął. Taka interesowność zasługiwała tylko na uwielbienie, a pochwała, jaką mu oddał Lipczyński, robiła go dumnym i nad wyraz szczęśliwym. — O! panie! jasny panie! — rzekł,..."
250 000 : powieść - strona 185
" własne jego dzieło urządziło mu taką niespodziankę, był przekonany, że ktoś strzelił do niego i zbladł, jak ściana. Słowem, zrobił się galimatyas. Jeden tylko Lipczyński, jako ostrzelany z podobnemi szampanowemi salwami, nie stracił przytomności, obejrzał się tylko po pokoju,..."
250 000 : powieść - strona 186
" On sam nie wiedział o tem i dopiero się przed chwilą dowiedział, ale nadrabiał miną, żeby zmniejszyć doniosłość kompromitacyi, na jaką się naraził w oczach gości. Najbardziej go martwił ten nieszczęśliwy pantofel. Hrabianka gotowa pomyśleć, że on pantofli używa zamiast..."
250 000 : powieść - strona 187
" liszka i wino, jakby za dotknięciem czarodziejskiej laski opadło. — Patrzno matka, a to dobry sposób — rzekł Marek uśmiechając się głupkowato. — Nie wiedziałem o tem. Bo my z matką, przyznam się, nie bardzo byliśmy dotąd za szampanem. — E, dobry trunek — mówiła matka,..."
250 000 : powieść - strona 188
" Gdy wyszli na rynek, odetchnęła i rzekła do ojca: — Ach papo, co to za ordynarni ludzie — to męka być w takiem towarzystwie. — To prawda, że ogłady nie mają żadnej — musiał przyznać ojciec. — Spodziewam się, że teraz nie będziesz mi go papa proponował. — Jego nie, ale..."
250 000 : powieść - strona 189
" to jego trywialne mowy wypędziły pannę, za mało miał delikatności, aby się tego domyśleć. Raczej przypuszczał, że tym szampanem tak się źle zaprezentował w jej oczach. Z rozmowy, jaką miał z kelnerem, który przyszedł sprzątać ze stołu, przekonał się, jak wiele popełnił..."
250 000 : powieść - strona 190
" Na widok Lipczyńskiego zmieszał się, i począł co tchu naciągać surdut na rękawy. — Zamówiłeś pan konie? — pytał dalej Lipczyński, rozsiadając się na kanapie bez ceremonii i puszczając gęste kłęby dymu, które mu całkiem prawie twarz zasłaniały. — Konie?... Jakie..."
250 000 : powieść - strona 191
" Wyszedł, kiwnąwszy mu ręką i głową. Tarchała oszołomiony radością biegał po pokoju, szukając różnych części swojej garderoby. Za chwilę przyszła matka — i ona także była ożywiona. — Był tu? — spytała ciekawie. — Był, był... jedziemy za chwilę i ona także. Gdzie..."
250 000 : powieść - strona 192
" nie uważali jej wcale i powóz bryzgając błotem szybko poniósł ich za miasto. Było to w jednym z pierwszych dni Kwietnia. Na ziemi było jeszcze czarno, błotno i nago, w bruzdach i cienistych miejscach leżały jeszcze płaty brudnego, zlodowaciałego śniegu; ale nad ziemią jaśniało..."
250 000 : powieść - strona 193
" na córkę i robiło to na nim nieopisanie przyjemne wrażenie, że dotykał się delikatnego wełnianego płaszczyka panny, że niekiedy czuł koło swojego buta jej zgrabny, maleńki bucik, że — ile razy podnosiła rękę z chusteczką do twarzy, zalatywał go jakiś rozkoszny zapach,..."
250 000 : powieść - strona 194
" mówił, dość, że nie obraził ich uszów żadnem trywialnem wyrażeniem lub ruchem. — Był prawie innym człowiekiem; tylko czasem głośny, chychocący śmiech, którym wybuchał za lada konceptem Lipczyńskiego, przypominał im dawnego Tarchałę. Nie raziło to jednak tyle, aby nie..."
250 000 : powieść - strona 195
" Chciał ją zapewnić, że zrobi doskonale, bo z professyi swojej miał nieraz z włosami do czynienia; ale w porę przypomniał sobie, że takie wyznanie kompromitowałoby go w oczach panny i poprzestał na obietnicy, że będzie się starał pomódz jej jak będzie mógł i umiał najlepiej...."
250 000 : powieść - strona 196
" drganiem rąk, zaiskrzonem spojrzeniem i niezwykłą bladością twarzy. Panna Augusta, trzymając w ręku lusterko, zdjęte ze ściany, obserwowała w niem wrażenie, jakie na Tarchale zrobiły jej włosy i lekki uśmiech tryumfu i zadowolenia przebiegł po jej ustach i oczach. Potem..."
250 000 : powieść - strona 197
" Usiedli do powozu w tym samym porządku, co poprzednio; ale w odmiennem usposobieniu, bo panna Augusta, zawinąwszy się w szal, nie patrząc na Tarchałę, zachowywała względem niego pogardliwe milczenie, które go do rozpaczy przyprowadzało. Napróżno stroił do niej błagalne miny, nie..."
250 000 : powieść - strona 198
" łaski. Im więcej była przedtem dobrą dla niego, tym więcej czuł teraz jej obojętność. — Doznawał takiego uczucia, jak ten, któregoby z ciepłego pokoju, gdzie mu było dobrze i wygodnie, wypchnięte naraz na zimno i słotę za drzwi i zamknięto te drzwi na klucz, żeby mu odjąć..."
250 000 : powieść - strona 199
" zywała wieś, która była celem ich podróży. Zajechali na nocleg do officyn, gdzie mieszkał administrator. Panna pod pozorem zmęczenia, zaraz udała się na spoczynek do pokoju, którego jej ustąpiła córka administratora. Odeszła, nie racząc nawet spojrzeć na biednego Tarchałę,..."
250 000 : powieść - strona 200
" który niegdyś był dumą i rozkoszą jego. I rzeczywiście, pomimo że był niedokończony, imponował wspaniałością swoją, która w nocy jeszcze większe robiła wrażenie, niż za dnia, bo ciemności zakrywały zniszczenie, jakie czas porobił w tej niezamieszkałej od lat paru budowli...."
250 000 : powieść - strona 201
" przez gościnne pokoje do kaplicy, którą wystawił na prośbę żony. Tarchała, idąc za nim na palcach, z uszanowaniem stąpał po posadzkach, przyglądał się meblom i obiciom, i w głowie mu się mąciło na myśl, że on będzie mógł zostać panem tego pałacu. Niedowierzał sam sobie,..."
250 000 : powieść - strona 202
" choćby mu przyszło oddać wszystkie pieniądze, jakie miał. Więcej jeszcze nabrał ochoty, gdy rano wraz z Lipczyńskim pojechali obejrzeć pola. Nie znał on się wcale na dobroci i wartości ziemi, ale te ogromne obszary, które mu pokazywano, jako należące do dworu, wydawały mu się..."
250 000 : powieść - strona 203
" reszcie ujrzał ją nad stawem na ławeczce z chusteczką przy oczach. Czy taką pozę przybrała dopiero, gdy go ujrzała, czy też już miała ją przedtem, nie umiałbym powiedzieć, dosyć, że gdy się zbliżył do niej, usłyszał łkanie dobywające się z pod chusteczki. — Jaśnie..."
250 000 : powieść - strona 204
" zapomniałem, że pani hrabskie dziecko, ja wtedy o całym świecie zapomniałem. Słowa były proste, śmieszne nawet, ale nie obraziła się niemi panna, bo wyrażały—choć niezgrabnie uwielbienie jej piękności; a o to jeszcze żadna kobieta się nie pogniewała. Wypadało jednak coś..."
250 000 : powieść - strona 205
" — No, jakże... panienko — odezwał się Tarchała, gdy go mijała, wyciągając ku niej ręce. Musiała jeszcze nie dosyć być przebłaganą, bo nie odpowiedziała nic i zrobiwszy ręką ruch odpychający, poszła ku dworowi. Tarchała poszedł tam także, ścigając wzrokiem pełnym..."
250 000 : powieść - strona 206
" ale mimo to obawiam się o przyszłość. To człowiek bez wychowania, z dzikiemi instynktami. — A laseczka poskramiacza od czego? — Wątpię, czy zawsze będzie skutkowała, gdy mi przyjdzie w jednej klatce z nim zamieszkać. — Wtedy znajdziemy na niego daleko skuteczniejszy środek —..."
250 000 : powieść - strona 207
" — Przyśliwa powitać jasnego pana. — Dziękuję wam, bardzo dziękuję. — Z przeproszeniem łaski jasnego pana, we wsi gadają, co jasny pan ma znowu przyjść do nas... — To wam mylnie powiedziano, bo to ten pan — rzekł, wskazując na Tarchałę, który przyszedł właśnie na tę..."
250 000 : powieść - strona 208
" — Więc mogę liczyć na pańskie słowo? — Żeby mnie w dziesięcioro połamało. Jestem huncwot, jeżeli nieprawdę mówię — zawołał w zapale. Skrzywiła się na te słowa, jakby coś gorzkiego wypiła i zwróciła się prędko do ojca, który zbliżał się ku gankowi. — No,..."
250 000 : powieść - strona 209
" Czy panna miała to samo życzenie — nie wiem, w każdym razie nie pokazywała wcale, że ją nudzi lub meczy rola, którą odgrywała i także nie żałowała spojrzeń zwłaszcza, gdy widziała, że pod ich palącemi promieniami miłość Tarchały wzrastała i dojrzewała szybko, jak..."
250 000 : powieść - strona 210
" a że stróż, który mu otwierał bramę, nie nadawał się wcale do tego, więc wpakował mu tylko reńskiego w łapę i pobiegł co tchu na górę do matki, którą zastał klęczącą przy pacierzu, chwycił ją w pół z taką siłą, że aż krzyknęła z bólu i skacząc z nią i..."
250 000 : powieść - strona 211
" o tem mówił. Dopiero gdy jej opowiedział szczegółowo wszystko, nie opuszczając tego najważniejszego szczegółu, że go ludzie mieli za męża panny Lipczyńskiej a ona nie zgniewała się o to, ale uśmiechnęła się tylko i podała mu rękę do zgody, — uszczęśliwiona matka nie..."
250 000 : powieść - strona 212
" X. COUP D'ETAT PANA SĘDZIEGO. Zadziwić to musiało nie jednego, że sędzia minio pogodzenia się z Tarchałami, nie próbował wciągnąć ich do swego domu. Stało się to wskutek głębokiej dyplomacyi z jego strony; wyczekiwał, czy sami nie zrobią pierwszego kroku, a nie mogąc się..."
250 000 : powieść - strona 213
" padały o cały miesiąc później ale je przyśpieszono tak ze względu na Tarchałów, których zaprosili nie chciano już dłużej zwlekać, jak i z powodów ekonomicznych, mama bowiem obrachowała, że bal wydany we święta, będzie można daleko tańszym kosztem opędzić. — Będzie..."
250 000 : powieść - strona 214
" — Bibcia i bez tego się spodoba. Ona ma takie pańskie ułożenie. — To prawda, że szyk dziewczyna, tylko czy ten głupiec będzie się umiał poznać na tem, bo to strasznie ordynarna natura. Na szczęście, do szyku Bibci, znalazł jeszcze coś innego, w celu skaptowania sobie Tarchały..."
250 000 : powieść - strona 215
" czajnem przywiązaniu do dziecka, miał się Tarchała dowiedzieć z ust samego sędziego. Prostem następstwem tego (według rozumowania sędziego) będzie, że Tarchała, który potrzebował matki dla swego dziecka, uzna, iż ze świecą nie znalazłby lepszej matki, jak Bibisia. Urządziwszy..."
250 000 : powieść - strona 216
" pulatnie stosownej godziny i jak się tylko ubrali, poszli. Zdaleka już można było rozpoznać dom sędziego, taka jasność biła z okien na ulicę. Na tle tej jasności czerniły się głowy ludzi, którzy z ciekawości gromadzili się koło domu, zaglądali do sieni, spinali się do okien...."
250 000 : powieść - strona 217
" wychodziły: Hipcia i Bibcia kończyły toaletę w swoim pokoju, a mama w kuchni przyrządzała sposobami chemicznemi dwa gąsiory lemoniady. Gdy sędzia w lustrze zobaczył Tarchałów wchodzących, zwrócił się co tchu ku nim i z wyciągniętemi rękoma pośpieszył na powitanie. — Jak..."
250 000 : powieść - strona 218
" — Jest nas nie wielu już — zakonkludował — powinniśmy się kochać, jak dzieci jednej ojca i jednego matki. Wezbrane uczucie tak mu poplątało jeżyk. Tymczasem zaczęli się schodzić goście; wszyscy prawie razem, bo w miasteczku był już taki ceremoniał, że każdy bał się być..."
250 000 : powieść - strona 219
" i suknia należały do właścicielki hotelu i dwóch jeszcze domów. Przyszła ona w towarzystwie syna, wybladłego bruneta, który od paru lat przemieszkiwał przy matce, przygotowując się do egzaminu dojrzałości, jakkolwiek praktycznie był już nie tylko dojrzały, ale nawet nieco..."
250 000 : powieść - strona 220
" ją z honorami, jakby udzielną księżniczkę jaką, poprowadził ostentacyjnie przez salon i umieścił na pryncypalnem miejscu, bawiąc jeszcze potem jakiś czas rozmową. Miał czas po temu, bo właśnie wtedy napływali goście, na których sędziemu nie wiele zależało, jak kanceliści..."
250 000 : powieść - strona 221
" strojoną w jaskrawe kolory, ksiądz proboszcz z wikarym, i inżynier z hiszpańską bródką, dopełniali reszty towarzystwa. Każdego z tych gości witał sędzia z odpowiedniemi odcieniami grzeczności, jednych prowadził do Tarchałów, do drugich znów Tarchałów prowadził ostentacyjnie i..."
250 000 : powieść - strona 222
" ścielny grał z pamięci, przytupywał sobie nogą i wodził oczyma za każdą parą, która koło niego przesuwała się w polonezie. Sędzia szedł w pierwszą parę z ową kapitalistką o cytrynowej twarzy, za nim aptekarz prowadził Tarchałową, która się nadęła od tego honoru, jak..."
250 000 : powieść - strona 223
" Nareszcie skończył się polonez. Sędzia poprowadził panów na wino; młodzież została przy pannach i kołysząc się na nogach, lub opisując szapoklakami różne linie w powietrzu zaczynała rozmowę od pytań: pani lubi taniec? albo: jak pani przepędziła święta? albo: czy można..."
250 000 : powieść - strona 224
" — Ha, no, to dalej, jazda! Chwycił ją bez ceremonii wpół i puścił się z nią w wir tańczących. Tańczył trochę po karczemnemu przytupując, wykrzykując, ale tańczył wcale dobrze dzierżąc mocno w swoich ramionach wiotką kibić tancerki i obleciał z nią więcej, jak..."
250 000 : powieść - strona 225
" — Przedewszystkiem, kochany Markusiu nie panujmy sobie. Czyż my to nie krewni? Przy tych słowach rzucił mu się na szyję. Uścisnął go parę razy, a potem biorąc go za rękę i gniotąc w swoich, mówił: — Mówmy sobie ty — mój Markusiu, jeżeli mnie kochasz. — Zgoda..."
250 000 : powieść - strona 226
" przechodziła do pań z półmiskiem mazurków — patrzno. — Co takiego? — Tarchała przylgnął do Bibci, że ani rusz ich rozłączyć. Już nasz. — A dziecko widział? — Nie jeszcze. Ten efekt na później zostawię. W tej chwili muzyka przestała grać. Tarchała tak się zapalił..."
250 000 : powieść - strona 227
" prowadzić go przez rozmaite figury kadrylowe z umiejętnością i cierpliwością woltyżerki, dresującej konia że Tarchale naprawdę się zdawało, iż to on sam już tańczyć umie. Zrobiwszy taki dobry początek, rozhulał się potem na dobre. Nieopuszczał już żadnego tańca, żadnej..."
250 000 : powieść - strona 228
" tak ucieszył, że miał ochotę wycałować ją za to po rękach, ale nie dopuściła do tego, reflektując go, coby ludzie na to powiedzieli. — A niech sobie mówią, co chcą. Mnie to jest alles eins. Tarchała, gdy chciał być bardzo elegancki, lubiał wtrącać niemczyznę, podobnie jak..."
250 000 : powieść - strona 229
" cej i im więcej pił, tem panna Bibcia piękniejszą mu się wydawała; nagadał jej tyle komplementów i czułości że panna była w siódmem niebie. Ojciec i matka, lubo zajęci wszystkimi gośćmi, mieli przecież czas obserwowania Tarchały i spojrzeniami telegrafowali sobie swoje..."
250 000 : powieść - strona 230
" się serce Tarchały, jak pierog w śmietanie. Nikt im nie przeszkadzał, bo wszyscy przy stole byli zajęci, rozgadani, rozbawieni. Pan Emiljan bawił połowę towarzystwa dykteryjkami, sztuczkami, że kobiety aż pokładały się od śmiechu, starsi panowie wymyślali coraz to inne zdrowia,..."
250 000 : powieść - strona 231
" i mina poważna wywołały, po chwilowym namyśle chrząknął parę razy i odezwał się patetycznym głosem: — Panowie i panie — mili goście moi! Zanim łaskawość wasza wzniesie zdrowie dzisiejszej solenizantki, a mojej najdroższej małżonki — pozwolicie, że jako gospodarz domu..."
250 000 : powieść - strona 232
" łeczeństwa. Tam, gdzie rodzinne węzły się rozwalniaja — tam upadek bliski. Przeciwnie, gdzie te węzły silniej się zaciskają, gdzie rodziny kupią się i łączą do wspólnego życia, gdzie miłości złota nić wiąże członków rodziny w jeden wdzięczny bukiet — tam..."
250 000 : powieść - strona 233
" sędziego. Tarchałę to tak niespodziewanie spotkało że nie miał czasu rozplatać pod stołem palców, które splótł z paluszkami swojej sąsiadki i chcąc prędko pochwycić za kieliszek, wydobył na wierzch swoję rękę razem z jej ręką. Panna się tem tak zażenowała, że uciekła..."
250 000 : powieść - strona 234
" Tarchała upatrywał wszędzie Bibci, bo ta mu jakoś najlepiej do tańca przypadła, a nie widząc jej nigdzie, spytał o nią sędziego. — Bibcia?... Gdzie Bibcia? — rzekł sędzia uradowany tem pytaniem, które jawnie świadczyło, że Tarchała tak przylgnął do jego córki, iż chwilki..."
250 000 : powieść - strona 235
" — Tylko sprawuj się cicho, żebyśmy jej nie spłoszyli — rzekł sędzia, skradając się na palcach pod drzwi, prowadzące do drugiego pokoju. Tarchała szedł za nim pocichu, dziwnie nastrojony tą tajemniczą wycieczką, tym panieńskim pokojem, w którym poniewierały się po łóżkach..."
250 000 : powieść - strona 236
" PociÄ…gnÄ…Å‚ jÄ… do lampy i, zwracajÄ…c siÄ™ do TarchaÅ‚y, odezwaÅ‚ siÄ™: — No, chodź, zobacz... A co? — Å?adne, wcale Å‚adne — rzekÅ‚ TarchaÅ‚a, nie wiedzÄ…c wÅ‚aÅ›ciwie, co powiedzieć. — Jakże mu na imiÄ™? — Jakto?... Nie wiesz?... — A zkÄ…dże mam wiedzieć?... Pierwszy raz..."
250 000 : powieść - strona 237
" cha. Skoro teraz tak niespodziewanie zobaczył syna w domu swoich krewnych, odżyły w nim wyrzuty sumienia, o których starał się zapomnieć, a do wyrzutów dołączył się wstyd, że inni pamiętali o jego dziecku, a on, rodzony ojciec, zapomniał o niem. Te wszystkie różnorodne uczucia..."
250 000 : powieść - strona 238
" się poprawię, zobaczycie, ja nie taki zły, jak się zdaje. Zabiorę dziecko do siebie i nie rozłączę się z niem więcej, przecież to moja krew. — Zabierzesz, jak będziesz miał własny dom, rodzinę. Dziecko potrzebuje wygód, opieki, kobiecej opieki; tego mu ty teraz dać nie jesteś..."
250 000 : powieść - strona 239
" XI. ZAWIEDZIONE NADZIEJE. Pod wpływem przywiązania ojcowskiego, które się odezwało na widok dziecka, Tarchała odwiedzał teraz codzień prawie dom sędziego. Wprawdzie Bibcia po trzeźwemu wydawała mu się wcale inaczej, niż wtedy, gdy ją widział w balowym stroju, przy muzyce,..."
250 000 : powieść - strona 240
" że, otaczając to dziecko troskliwą opieką, nagrodzi tem samem krzywdę, jaką wyrządził bratu nieboszczki żony, że jeżeli przywłaszczył sobie jego pieniądze, to nie dla siebie samego, ale i dla tego dziecka, które przecież było dzieckiem jego żony i najbliższym krewnym Ignaca...."
250 000 : powieść - strona 241
" wnymi znajomymi z „pod bomby", którzy w obu procesach stawali jako świadkowie. Szczególniej irytowały go zeznania Antka, który na swoją obronę przytaczał wszystkie frazesy socyalistyczne, jakie słyszał od Tarchały i tłómaczył się, że zakradł się do jego mieszkania tylko po..."
250 000 : powieść - strona 242
" sądu, — odpowiadał rezolutny szewc — ale ja tylko chciałem na ten przykład wyjaśnić, że to był dziad, na to mówiąc. Te i tym podobne świadectwa dawnych przyjaciół swoich, których słuchać musiał cierpliwie, zatruwały mu pogodne zresztą życie; kilka godzin, jakie musiał..."
250 000 : powieść - strona 243
" A tymczasem Lipczyńscy bawili u swoich jaśnie wielmożnych krewnych i pobyt swój przedłużali z dnia na dzień, z powodu pewnego cesarsko-królewskiego rotmistrza od ułanów, który we dworze stał kwaterą i bardzo nadskakiwał pannie Auguście. Rotmistrz nie był przystojny, bo miał..."
250 000 : powieść - strona 244
" batystową chusteczkę. Czuła się upokorzoną, że nawet taki Tarchała zrzekł się jej i to dla kogo, dla rudej sędzianki. Miłość własna jej była urażoną, nie mówiąc już o finansowej stronie, która także niemałą rolę tu odgrywała, bo rodzicom jej wyczerpały się już..."
250 000 : powieść - strona 245
" jego czujną kontrolą nie będzie nawet można zapewnić sobie jakich takich zysków przy tym interesie. Kiedy tak rodzina Lipczyńskich, zwarzona zawodem, jaki ją spotkał, namyślała się, co jej czynić należy w tym wypadku, naraz, ku wielkiemu ich zdziwieniu, zaraz następnego dnia po..."
250 000 : powieść - strona 246
" spojrzeniem, a sam Lipczyński, leniwo podnosząc się z krzesła na jego powitanie, odezwał się swoim drwiącym tonem: — A, pan Tarchała... Czemuż mamy przypisać tę przyjemność? — Ja... ja... — bełkotał pomieszany Tarchała — przyszedłem dowiedzieć się coś o licytacyi. —..."
250 000 : powieść - strona 247
" chwili z uśmiechem panna Augusta — panny sędzianki są bardzo mile panienki. — Miłe może, ale nie do zakochania. One wszystkie razem nie warte tyle, co jeden paluszek jaśnie panny. Ojciec chrząknięciem zatuszował ten niezręczny komplement i zagadał: — Więc pan, panie Tarchalski,..."
250 000 : powieść - strona 248
" Wyszedł do dalszych pokoi, pani Jadwiga jeszcze przedtem usunęła się do swego pokoju, tak więc Tarchała został sam na sam z Augusta. Korzystając z tego, ośmielił się powiedzieć jej, że mu tu bardzo było tęskno bez nich, bez niej. — Codzień się państwa spodziewałem, i nie..."
250 000 : powieść - strona 249
" sursie, gdzie grywał w karty i wracał zwykle dopiero koło jedenastej. Matka czas jakiś dla przyzwoitości celebrowała przy herbacie, ale potem stereotypowa migrena zmuszała ją do usunięcia się z pokoju, na co Tarchała czekał zawsze niecierpliwie, bo obecność tej poważnej,..."
250 000 : powieść - strona 250
" ma, że będzie u niej parobkiem, czem zechce, byle tylko mógł być z nią razem. Augusta, jakkolwiek spodziewała się podobnego wyznania, a nawet sama je wywołała, nie mogła słuchać go bez pewnego wzruszenia. Zawsze to chwila ważna i niezwykła w życiu kobiety, gdy słyszy, jak jest..."
250 000 : powieść - strona 251
" mówić. On jest wyrozumiały i kocha pana, jak syna. Gdy to mówiła, w sieni dały się słyszeć kroki ojca. Tarchała zerwał się na równe nogi. — To możeby zaraz zacząć? — Nie, nie teraz, nie dziś. Przyjdź pan jutro. Tarchała z bijącem sercem oczekiwał tego jutra. Gotował..."
250 000 : powieść - strona 252
" i, powiedziawszy nawiasem, że żona i córka wyszły do kościoła, spytał, czem może mu służyć? Tarchale to pytanie, wypowiedziane z niezmierną powagą i oficyalną miną, odebrało całkiem przytomność. Mieszał go szczególniej wzrok Lipczyńskiego, który, usiadłszy naprzeciw..."
250 000 : powieść - strona 253
" ka moja jest panu życzliwą. To był właśnie powód, dla którego nie wzbroniliśmy panu wstępu do naszego domu, folgując skłonności jej serca. Tarchale oczy zaczęły błyszczeć łzami radości, gdy to usłyszał. — Ale oprócz skłonności serca, musimy także uwzględniać nasze..."
250 000 : powieść - strona 254
" — Wszystko to bardzo ładnie, ale bądź co bądź będziemy zawsze na łasce waszej, a na to żona moja nigdy nie przystanie. Za dumna jest, żeby się przyznać do tego; ale jestem pewny, że to będzie główny powód, dla którego nie zezwoli na to małżeństwo. — Więc cóż ja biedny..."
250 000 : powieść - strona 255
" mniej my, jako troskliwi rodzice o los naszego dziecka, potrzebujemy pewniejszej gwarancyi. Zaraz panu wytłómaczę powody. Tu przerwał na chwilę, zapalając cygaro, puścił gęsty kłąb dymu przed siebie i poprawiwszy się na fotelu, mówił dalej: — Pan, jeżeli się nie mylę, masz tu..."
250 000 : powieść - strona 256
" — Ależ jasny panie, klnę się na niewiedzieć co, że będą. — Mówimy ewentualnie, a przypadek może zdarzyć, że nie będą, albo że je Pan Bóg zabrać może— powiedz pan, co wtedy za los czeka moje córkę, otoczoną ludźmi, którzy czyhać będą na majątek pański, do którego..."
250 000 : powieść - strona 257
" go, idzie tylko o zabezpieczenie się na możebne ewentualności. — Dobrze, dobrze... możemy to zaraz zrobić. — Pierwej trzeba nam załatwić się z kupnem wsi; potem objaśnię pana, co i jak robić należy. Jestem przekony, że skoro matka będzie widziała w tem dowód przywiązania z..."
250 000 : powieść - strona 258
" Dalsze omawianie finansowych kwestyj przerwało wejście pań powracających z kościoła. Augusta z poważnej miny ojca i zarumienionej twarzy Tarchyły, jego rozpromienionych oczu, domyśliła się, że sprawa już załatwioną została. Udała jednak, jakby o niczem nie wiedziała i..."
250 000 : powieść - strona 259
" czyńska przyszła do siebie. Mąż i córka skupili się koło niej; Tarchała stał naprzeciw wystraszony, niepewny jeszcze wyroku. Gdy otworzyła oczy, spojrzała najprzód wzrokiem pełnym politowania i miłości na córkę, potem podniosła je na męża. — I cóż? — spytał..."
250 000 : powieść - strona 260
" przyjął sędziego w saloniku i bawił banalną rozmową, zakochana para gruchała sobie w ostatnim pokoju, nie troszcząc się o sędziego, o świat cały. Nie bawiąc długo u Lipczyńskich, sędzia gonił po całem mieście jak waryat, nie mogąc pojąć, gdzie właściwie mógł się..."
250 000 : powieść - strona 261
" czuwając przybycie ukochanego, co ją zawsze zawodziło, bo pokazało się potem, że to był albo stróż z wodą, albo dziad jaki po prośbie chodzący. Przez te kilka dni Bibcia pomizerniała, schudła z miłości i tęsknoty, o ile można było jeszcze schudnąć przy jej wrodzonej..."
250 000 : powieść - strona 262
" — Dlaczego? cóż się stało? — Nie wiesz to pan, że kupuje Umanowice. Kłopotu, latania po uszy. — No i czemuż nie przyjdziesz chłopcze do mnie poradzić się, pomógłbym, o ile można. Co dwie głowy, to nie jedna. — Pan Lipczyński był tak łaskaw — bąknął Tarchała. —..."
250 000 : powieść - strona 263
" Wróciwszy do domu, objaśnił całą rodzinę o powodach, które przeszkadzały Tarchale bywać u nich. Tam także zrobiło to bardzo korzystne wrażenie, a Bibcia słysząc, że Tarchała ma jutro rano zajechać po ojca, ułożyła sobie zaraz w poetycznej głowie swojej, jak mu się..."
250 000 : powieść - strona 264
" i poszła dokończyć spania, które sobie niepotrzebnie przerwała. Cały dzień już nie mogła przyjść do dobrego humoru, była kwaśna, jak ocet, a nudna, jak lukrecya i wszystkich w domu tyranizowała tym humorem. Dopiero powrót ojca, który nastąpił gdzieś koło północy blizko,..."
250 000 : powieść - strona 265
" tu, to tam. — A przytem — mówił — urządzić się musi jako tako i zainstalować w nowem dziedzictwie. — Bibcia więc uzbroiła się w cierpliwość i czekała bez szemrania. Aż tu nagle jednej Niedzieli, wpada jak bomba pani pocztmistrzowa do nich prosto z kościoła po sumie z..."
250 000 : powieść - strona 266
" będę czuwał nad nim i nie pozwolę, żeby nasz majątek roztrwaniali utracyusze, pańskie dziady. Otworzę oczy Tarchale, powiem mu, co to za ludzie i zdemaskuję ich niecne plany. W tej myśli wybrał się zaraz popołudniu do Tarchały; ale nie zastał w domu ani jego, ani matki, a służba..."
250 000 : powieść - strona 267
" — Ślub, ślub... nic nie wiecie? — Czyj ślub? — Tarchały z Lipczyńską. — Przecież wczoraj dopiero wyszła pierwsza zapowiedź — odezwała się sędzina. — Musieli się postarać o indult. — Ależ bajkę ktoś puścił — zawołał sędzia. — Zkąd pani wiesz o tem? — Na..."
250 000 : powieść - strona 268
" czajnym wizytowym stroju i kapeluszu na głowie; Lipczyński także nie w balowem ubraniu. Stało się to na wyraźne życzenie panny, która chciała koniecznie, aby ślub odbył się rano, w sekrecie i bez wszelkiej parady, co starą Tarchałowę wielce zmartwiło, bo ona radaby była przed..."
250 000 : powieść - strona 269
" przysłuchywał się tym wrzaskom i piskom ulicznym, które głuszyły marsz weselny, jaki organista wygrywał na organach. Zły i markotny wrócił potem do domu. Gniew swój wywarł najpierw na małym Ignasiu, który właśnie jak na nieszczęście rozbeczał się w tę porę. — Wyrzucić mi..."
250 000 : powieść - strona 270
" do Umanowic i dołączył do tej żywej przesełki list następujący: „Drogi kuzynie! Dopóki nie miałeś domu, rodziny, obowiązkiem naszym było czuwać nad twojem dzieckiem. Teraz gdy okoliczności się zmieniły, byłoby to obrazą dla ciebie, gdybyśmy sobie chcieli nadal uzurpować..."
250 000 : powieść - strona 271
" kwiecia, napełniającego powietrze swoją silną, odurzającą wonią; lada kucharka wracająca z miasta z koszykiem pełnym wiktuałów, lub chłopak od szewca biegnący z butami mają w ręku bodaj po gałązce tego kwiatu, a małe dziewczynki robią z niego delikatne łańcuszki, kolie,..."
250 000 : powieść - strona 272
" sząc pobyt pod gołem niebem nad ciasne i duszne idebki. Tu praczki wystawiały na ławach swoje balje, szewcy wynosili swoje nizkie warsztaciki i okrągłe stołeczki, krawcy i inni rzemieślnicy na przyzbach domów pracowali w najlepsze, najwięcej jednak widać było dziewcząt zajętych..."
250 000 : powieść - strona 273
" Jednego popołudnia siedziało ich tam coś z ośm, wszystkie w perkalikowych sukienkach, białych fartuszkach, z włosami gładko uczesanemi i zaplecionemi z tyłu w ósemkę, bo to było ogólną modą u wszystkich porządnych dziewczyn w miasteczku. W otwartem oknie, nad którem wisiała..."
250 000 : powieść - strona 274
" wysoki. Szerokość tę stanowił spory garb, wśród którego sterczała nieco krzywo osadzona głowa. Z pierwszego spojrzenia wyglądał niepocześnie; ale twarz jego blada, sympatyczna, lekkim zarostem okryta, a szczególniej oczy niebieskie, dziwnej łagodności tak jakoś poczciwie i..."
250 000 : powieść - strona 275
" Garbuska także jej widok zatrzymał; przypatrywał się jej z pewnem zakłopotaniem, nie wiedząc czy się zbliżyć, czy nie. Trwała chwilę ta niepewność i wahanie, aż Józia pierwsza odezwała się z radosnem drżeniem w głosie: — Pan Ignacy! — Panna Józia mnie poznała? —..."
250 000 : powieść - strona 276
" — Dziękuję, bo chciałbym najprzód do moich, do siostry. — Jakto?... Więc ty o niczem nie wiesz? Że siostra... — Co takiego? Blacharz nie śmiał mu powiedzieć bolesnej nowiny, ale Ignacy z poważnej jego miny, a więcej jeszcze z oczów Józi, które zaszkliły łzami, domyślił..."
250 000 : powieść - strona 277
" — Któż miał pisać? — odrzekł blacharz— my nie wiedzieli gdzie. — A Tarchała? — Tarchała? — rzekł blacharz z przekąsem i ruszył ramionami. — No, cóż, może i on? — Gdzie tam, żyje, ale jemu to nie było w głowie. — Czemu?... Może rozpił się, on miał do tego..."
250 000 : powieść - strona 278
" — A czy dziecko zostało po Teklusi? — spytał Ignacy. — Dziecko żyje. — Żyje? — zawołał z ożywioną twarzą. — Gdzie jest? — Ano, u niego, bo sędzia nie chciał go dłużej trzymać. — Jest przy nim? O! to muszę je zobaczyć. Przecież to ja jego wuj. Nadzieja zobaczenia..."
250 000 : powieść - strona 279
" — Tak, stara była zawsze ambitna baba; ale Tarchała... — I on nie lepszy. U nich teraz wielkie państwo — liberye, powozy, elegancya taka, że nieprzystępuj bez kija. Gdzie teraz nam biedakom pokazywać się u niego! Ale Ignacego to gadanie całkiem nie przekonało. W poczciwości..."
250 000 : powieść - strona 280
" cza był to mizerny prezent, ale Ignacy chciał mu tem dać dowód, że pamiętał o nim. Za to dla dziecka wysadził się z podarunkiem, bo mu wiózł safianowe trzewiczki z pozłacanemi guzikami, które sam uszył w godzinach wolnych od pracy w warsztacie. Poczciwiec już naprzód cieszył..."
250 000 : powieść - strona 281
" Przyczyną tej ciszy było, że ci, którzy właściwie nadawali ruch i życie pałacowi — t. j. pani domu i jej rodzice, wyjechali przed kilkoma dniami, do kąpiel za granicę. Stało się to z porady doktora, a Lipczyński umiał wytłumaczyć zięciowi, że najlepiej będzie, jeżeli córka..."
250 000 : powieść - strona 282
" działa jak na niemieckiem kazaniu, przemęczyła się tak kilka godzin w towarzystwie tych ludzi, których obojętne i lekceważące spojrzenia obrażały ją do żywego, i w końcu musiała znudzona, zła wracać, jak niepyszna do swego pokoiku, gdzie nie wiedziała, jak i czem zabić długie..."
250 000 : powieść - strona 283
" ku ogładą, elegancyą i pańskiem obejściem. Tarchała w tej atmosferze dusił się z przymusu, jaki sobie zadawać musiał — i nieraz dla ulżenia sobie uciekał do lasu, gdzie folgując swoim ordynaryjnym przyzwyczajeniom, wyrzucał z siebie na cały głos najgorsze przekleństwa,..."
250 000 : powieść - strona 284
" wała, jako tłumacz; uczyć się także nie miał ochoty, bo mu się to także dziwacznem wydawało, żeby jak żak ślęczał teraz nad książkami; ale bądź co bądź ustąpić musiał wobec przekonywających argumentów żony. Tak na każdym kroku i ona, i jej ojciec musieli wykazywać mu..."
250 000 : powieść - strona 285
" Zaczął rządy swoje najsamprzód od tego, że się zajął restauracyą pałacu. Właśnie w dniu, kiedy Ignacy przyjechał pod dwór Umanowicki, Tarchała miał w swojej kancellaryi naradę z budowniczym, który mu przekładał plany. Nie wiele on tam z tego rozumiał, ale udawał znawcę i z..."
250 000 : powieść - strona 286
" — Nie mogłeś mu powiedzieć, że mnie niema w domu? Mówiłem już raz, żeby nie wpuszczać tu byle kogo. — Ja mu powiedziałem, że pana niema, ale nie ustąpił; powiedział, że zaczeka. Tarchała pobladł jeszcze więcej, bo nieczyste sumienie zaczęło go niepokoić. To uporczywe..."
250 000 : powieść - strona 287
" — Ignacy jest tu. — A to po co? — Czy ja wiem?... może przyszedł upomnieć się o swój los — o wygraną. — Przecież los jest, włożyłeś go do tego zawiniątka. — No tak; ale jeżeli miał zanotowany numer? — To i cóż ci zrobi? niech skarży. — Głupie gadanie. A jak..."
250 000 : powieść - strona 288
" — No, to ja z nim pogadam. — Dobrze, idź matka, zawołaj go tutaj. Ja będę w drugim pokoju tam, za drzwiami, będę słuchał. Tylko delikatnie z nim, bo może dziś od niego zależy nasze życie. Bądź co bądź, nie powinien ztąd wyjść wrogiem naszym. — Nie bój się, Markusiu,..."
250 000 : powieść - strona 289
" — Bezpiecznie, niebezpiecznie, co komu do tego? Niepotrzebna ciekawość, są tacy, którzy się nim opiekują. W drugim pokoju słyszeć się dało mocne stuknięcie. Tarchałowa zrozumiała, co to miało znaczyć; widocznie syna rozgniewało jej szorstkie obejście się z Ignacym...."
250 000 : powieść - strona 290
" kojną i poważną minę, widać mu jednak było z twarzy, że był wzruszony. Rozrzewnił go głos cichy, łagodny Ignacego, który mu żywo przypomniał nieboszczkę żonę, a zarazem przypomniał mu te czasy, w których on i Ignacy żyli z sobą, jak bracia, nierozłącznie. Był jednak..."
250 000 : powieść - strona 291
" przypatrując się z pewnem uszanowaniem, co się to z tego Marka zrobiło. — Tak, to ja. Jak się masz? — I w dowód swojej życzliwości podał mu rękę na powitanie, ale podał mu ją tak, jak Lipczyński jemu, protekcyonalnie, wyciągając tylko dwa pałce. Ignacemu to było dosyć. Z..."
250 000 : powieść - strona 292
" wem obejściem Tarchały, że nie śmiał mu odmówić. Wziął cygaro w usta i usiłował je zapalić od świecy, którą postawiono przed nim, ale choć ciągnął z całych sił, nie mógł tego dokazać. — Ale bo nie odgryzłeś końca. — A tak, prawda, nie odgryzłem, zapomniałem. —..."
250 000 : powieść - strona 293
" bawiącego się z dzieckiem. Chłopak wyciągał do niego tłuste rączki i śmiał się, jakby do dobrego znajomego. Ignacy wziął go na ręce, chodził z nim po pokoju rozpromieniony, bawiąc go, jak mógł i umiał. — Cóż? Do kogoż podobny? — spytał Tarchała. — Cała Teklusia,..."
250 000 : powieść - strona 294
" łowej. Czuła się urażoną tą zbyteczną poufałością. Tarchale też za długo wydawało się to cackanie z dzieckiem, to też korzystając z tego, że zapłakało, kazał matce zaraz wynieść je na ogród do mamki, dając za powód, że mają do załatwienia interesa z Ignacym. — Oto..."
250 000 : powieść - strona 295
" Tarchała siedział jak na mękach. — Jednak gdybyś był wygrał?... — Tobym był małemu Ignacowi zapisał. Bom nawet z tą intencyą kupował ten los, że będzie na posag dla Teklusi, jeżeli Pan Bóg poszczęści. Słowa te proste, a nacechowane taką miłością, kłóły ostremi..."
250 000 : powieść - strona 296
" reńskich, podał je Ignacemu, który zawstydzony cofnął się. — Nie, nie, ja tego nie potrzebuję, Markusiu. U mnie dobre słowo więcej znaczy. — Weź, weź... przyda ci się — mówił Tarchała z pewną gorączkową niecierpliwością, wciskając mu pieniądze do ręki. — Może..."
250 000 : powieść - strona 297
" zdaleka i pamiętać o sobie, ale ze znajomości kwita. No, bądź zdrów — i nie myśl źle o mnie. Odprowadził go aż na ganek i tam pożegnał skinieniem głowy, kontent, że całą sprawę tak dobrze zakończył. Spadł mu teraz wielki ciężar z serca, w sumieniu swojem czuł się..."
250 000 : powieść - strona 298
" i czołobitnością. Pochlebiało to ich dumie, gdy jadącym przez wieś chłopi do ziemi się kłaniali i nazywali jaśnie wielmożnem państwem. Tarchałowa do kościoła, choć ten był zaledwie o kilkaset kroków od dworu odległy, nie udawała się nigdy inaczej, jak w powozie, z lokajem w..."
250 000 : powieść - strona 299
" wymyślała różne potrawy, Tarchała sprowadzał delikatesy z miasta, i dziwili się, że im to nie smakowało tak, jak dawniej nieraz kiszka za kilkanaście centów w kapuście; delektowali się wtedy tym specyałem, woń tłuszczu rozkosznie drażniła ich powonienie, bo przymusowy post..."
250 000 : powieść - strona 300
" około siebie. Nic dziwnego, życie ma o tyle uroku, o ile człowiek wytknie sobie w niem cel, do którego dąży, a on nie miał żadnego celu, żył, aby żyć. Nawet miłość dla dziecka nie zajmowała go wiele, bo to dziecko przypominało mu przeszłość, o której rad był zapomnieć,..."
250 000 : powieść - strona 301
" arendarza. Żydóweczka była rzeczywiście niczego, miała twarzyczkę rumianą, zakończoną ostrą nieco bródką, oczy podłóżne, szafirowe, z długiemi rzęsami, kręcone kasztanowate włosy, ładne zęby i na policzkach dwa dołki, które dziwnie ponętnie wyglądały, gdy się śmiała...."
250 000 : powieść - strona 302
" Przyjazd żony z rodzicami przerwał na jakiś czas te wycieczki wiejskiego Don-Juana. — Było mu to nie na rękę nie tylko z powodu Małki, ale i dlatego, że za przyjazdem Lipczyńskich stanowisko jego w domu schodziło na drugi plan; teraz on tu nic nie znaczył, wszystkim rządzili..."
250 000 : powieść - strona 303
" W takim stosunku przyjazd żony był mu raczej ciężarem, niż przyjemnością. Do tego jeszcze pani Augusta wróciła jeszcze więcej rozkapryszoną, rozdrażnioną, niż przedtem. Ojciec wytłumaczył mu pod sekretem, że się to dzieje w skutek nienormalnego stanu, w jakim się obecnie..."
250 000 : powieść - strona 304
" go wraz z łóżkiem na drugi koniec pałacu, bo za głośno otwierał i zamykał drzwi, czem nieraz mocno przestraszał chorą. Małego Ignacka przetransportowano także do oficyn, bo za głośno opłakiwał po nocach. Nawet starej Tarchałowej nie oszczędzono i ją rozdrażnione nerwy pani..."
250 000 : powieść - strona 305
" widok gości, którzy dumnemi, lekceważącemi spojrzeniami przygniatali go, jak robaka do ziemi, podczas gdy usta ich sypały zdawkowe grzeczności i etykietalne powitania — i Tarchała, który wpadł tutaj z zamiarem zrobienia awantury, zmieniał się nagle w pokornego, nieśmiałego,..."
250 000 : powieść - strona 306
" czora wszystko się burzyło i gotowało, gdy widział, jak Lipczyńscy bez zawiadomienia go nawet, rządzili w jego domu, jak u siebie, podrażniony tą omyłką gościa, wybuchnął z całą gwałtownością, do jakiej jego ordynarna natura zdolną była. Palnął o ziemię filiżankę,..."
250 000 : powieść - strona 307
" — Oddalić go, niech go nie widzi. — — Wychodź! — Idź pan! — Miej litość nad kobietą!... — Precz, precz! — wołano ze wszystkich stron, popierając słowa wymownemi gestami. Panowie wyciągniętemi groźnie rękoma wskazywali mu drzwi. Panie batystowemi chusteczkami dawały..."
250 000 : powieść - strona 308
" promituje siebie i żonę, przyczem nagadał mu duża nieprzyjemnych rzeczy spokojnie, bez uniesień, ale tak, że mu do żywego dojechał. Traktował go z góry, jak służącego, strofował, jak żaka. Tarchała został tem wszystkiem przygnieciony, złamany, tak stracił fantazyą, tak..."
250 000 : powieść - strona 309
" Miłość rodzicielska zrobiła z niej heroinę i wmawiano to w nią tak często, że aż uwierzyła i miała siebie za nieszczęśliwą ofiarę skazaną na cierpienia. Całą jej pociechą było, że miała tylu życzliwych krewnych, którzy ją często odwiedzali i osładzali, jak mogli jej..."
250 000 : powieść - strona 310
" był swobody i chciał jej użyć. Upozorował przed teściem chęć zostania, interesami gospodarskiemu i został. Było to w początkach Grudnia. Zima była śnieżna; gdzie spojrzeć dokoła wszędzie biało; tylko ciemnozielone płaszczyzny lasów, niby czarne kałuże, plamiły tę..."
250 000 : powieść - strona 311
" zasypanych śniegiem był jeden punkt, co go nęcił do siebie t. j. karczma Szmula. Codzień pod różnemi pozorami to polowania, to obrachunku, to obejrzenia sągów drzewa zrąbanych w lesie wychodził z domu w wysokich myśliwskich butach i krótkim kożuszku i zawsze jakoś droga wypadała..."
250 000 : powieść - strona 312
" rzyczkę. Pochlebiało to jego męzkiej ambicyi, że ją rumienił, że wstydliwie zasłaniała przed nim ręką oczy, gdy ognistemi spojrzeniami ją przeszywał. — Czy ta moja mamsela (tak nazwał żonę), choć raz umiała się tak zarumienić — myślał sobie. — Ona wodę ma chyba w..."
250 000 : powieść - strona 313
" taj, o ile można było, a chłopi, którzy przypadkiem zachodzili do karczmy zagrzać się i wypić półkwaterek czystej, ujrzawszy dziedzica, kłaniali mu się do ziemi i nie śmieli usiąść w obecności jego przez uszanowanie. To wszystko ogromnie się podobało Tarchale. Było mu tutaj..."
250 000 : powieść - strona 314
" zdnych, ciągnął ich do karczmy i poił. Niektórzy umyślnie mu się w ten sposób nastręczali, pozwalali się przymuszać do picia, żeby użyć za pańskie pieniądze. Pojąc drugich, Tarchała nie zapomniał o sobie i nieraz tak przebrał miarkę, że go do dworu odwozić musiano. Żyd..."
250 000 : powieść - strona 315
" nął Tarchała, któremu te słowa trafiły do przekonania bo przypomniały mu niemiłą scenę, jaką miał z tego powodu z Lipczyńskim. A choć teraz w ich nieobecności nie wiele sobie robił z tego, to jednak zawsze wolał, żeby się bez tego obeszło. — Na co te błazny mają..."
250 000 : powieść - strona 316
" bie Tarchała. I żywa wdzięczność żydówki zachęcała go do coraz kosztowniejszych prezentów. Zdarzało się nieraz, niewiadamo czy przypadkiem, czy też to było urządzonem zręcznie przez Szmula, że w czasie, gdy dziedzic był u nich, zjawiał się jakiś przejezdny żydek, który..."
250 000 : powieść - strona 317
" Tarchała nic się na to wszystko nie odzywał, ale po wyjściu Małki kazał jej matce dać sobie na miarę stanik i trzewiki. A gdy matka, nie domyślając się niby niczego, zaczęła dopytywać, na co mu to było potrzeba, zwierzył się jej pod sekretem, że chce swojej faworytce zrobić..."
250 000 : powieść - strona 318
" Boskiej na pozłacanej blasze, przed którym paliła się zielona lampka zawieszona na łańcuszku. Pod ścianą koło okna był stół na dębowo malowany z maszyną do stembnowania, przy której zajęta była właśnie jakaś młoda dziewczyna. Ze sklepiku wązkie drzwi, także udekorowane..."
250 000 : powieść - strona 319
" szczególniej z powodu swojej niepoczesnej figury. Ale u ludzi z tej klassy nie uważa się wiele na takie rzeczy. Miasto było nie bardzo obfite w kandydatów na małżonków i to jeszcze z takiem uposażeniem, jak Ignacy, który był i zdolnym robotnikiem i miał spory fundusik na..."
250 000 : powieść - strona 320
" wo, albo na huśtawkę do ogrodu za miastem. Nie raził jej wcale jego garb, a natomiast twarz jego sympatyczna, łagodna, zawsze przyjaźnie uśmiechnięta, pociągała ją do niego, a oczy jego tak się jej wydawały piękne, że utrzymywała, iż nikt tu nie ma takich oczu w całem mieście...."
250 000 : powieść - strona 321
" Ten niewinny romans przerwała na jakiś czas wędrówka, którą Ignacy, według przyjętego u cechowych rzemieślników zwyczaju, postanowił odbyć celem lepszego wydoskonalenia się w swoim kunszcie. Przy rozstaniu pierwszy raz wyraźniej zmuszeni byli wypowiedzieć sobie swoje uczucia. On..."
250 000 : powieść - strona 322
" — Ja?... ja się już dawno namyśliłem i gotów jestem choćby zaraz. — Tak prędko? — A na cóż czekać! — Ha, to dziej się wola Boża — i podała mu rękę na zgodę. Po tej rozmowie w najbliższą niedzielę dał na zapowiedzi, a w trzy tygodnie potem ślub i wesele na które..."
250 000 : powieść - strona 323
" wa ustrojona w nowiutki czepek i szal turecki z książką do nabożeństwa w ręce i chustką batystowa do nosa, wyświeżona, szumiąca spódnicami szła na sumę do kościoła obok swojego męża, który także był ubrany odświętnie w czarny surdut, popielate spodnie, szafirowy krawat i..."
250 000 : powieść - strona 324
" wa znaczeniu dobrane. Miłość ich nie objawiała się w całusach i pieszczotach, bo na to nie było dużo czasu, ale w owem pogodnym i zgodnym nastroju dusz, które jakby niewidzialną nicią powiązane, odczuwają się wzajemnie, nawet nie widząc się i nie mówiąc. On cały dzień..."
250 000 : powieść - strona 325
" nie rzadko słychać było śmiechy panien, gwarną rozmowę, dowcipne żarciki, a nawet śpiewki. Tego jednak dnia po południu, gdy Tarchała przypadkiem wszedł do sklepu Ignacego — w tym roboczym ulu była świąteczna cecha. Pan majster nie miał już na sobie zielonego fartucha, ale..."
250 000 : powieść - strona 326
" cając się do Tarchały — ale były pilne roboty, trzeba się było śpieszyć. No i dobrze się stało, bośmy się ciebie doczekali. Tarchała nie wiedział jeszcze, o co idzie, czego ci ludzie chcą od niego, o czem mówią. Wytrzeszczone oczy jego zdawały się czekać wytłómaczenia...."
250 000 : powieść - strona 327
" że to teraz zima, takie maleństwo mogłoby się przeziębić. Cóż zdrów — co? Dobrze się chowa? — Dzięki Bogu, nie źle — odrzekł Tarchała. — Józia przygotowała mu na wiązanie prezencik mały. Pokażcie-no. — Ignasiu, bo to już po trzeciej, a na cmentarz kawałek. —..."
250 000 : powieść - strona 328
" wszedł na grobowiec, wspiął się na palcach i zdjął z krzyża uschnięty wieniec przysypany śniegiem, aby w miejsce jego zawiesić nowy. — A może pan zawiesi? — zapytała Józia przez delikatność Tarchały. — A prawda, niech on sam zawiesi. Jemu to się z prawa należy, bo..."
250 000 : powieść - strona 329
" Tarchała klęczał z tyłu za wszystkimi, z głową spuszczoną ku ziemi i machinalnie ruszał ustami, mówiąc pacierz, a w myślach jego stanęło mu blade widmo jego pierwszej żony, przypominał sobie różne chwile z małżeńskiego pożycia z nią, jej łagodne usposobienie, pracowite..."
250 000 : powieść - strona 330
" cego; był przy niej tylko niepotrzebnym dodatkiem, bez którego się łatwo obchodziła, podczas gdy tutaj znać było, jakby nieszczęśliwymi czuli się ci ludzie, gdyby kto ich rodzielił na czas dłuższy, tak jedno potrzebowało drugiego, tak razem tworzyli jedność. Tarchałę zazdrość..."
250 000 : powieść - strona 331
" pocztą, nie kupiwszy bucików, bo umyślił, że lepiej będzie jak kogo innego do miasta wyśle po ten sprawunek. Szło mu tylko o to, żeby jak najprędzej wyrwać się z serdecznych objęć Ignacego, żeby być jak najdalej od miasta, które mu przypominało przeszłość. Uciekał, a zimowy..."
250 000 : powieść - strona 332
" ły zajęte przygotowaniami do sabasu, a potem cała rodzina gromadziła się w alkierzu świątecznie przybranym, zasiadała do wieczerzy przy stole nakrytym białym obrusem, nad którym wisiał mosiężny świecznik o siedmiu lichtarzach. Czasem jaki krewny przybyły w odwiedziny, albo..."
250 000 : powieść - strona 333
" z chlusta i ponczyku do domu, w przejeździe koło karczmy, spostrzegł ze zdziwieniem, że alkierzyk, w którym obchodzono sabat, był rzęsiściej, niż kiedykolwiek oświecony i na białych perkalikowych firankach widać było ruszające się cienie wielu głów. To go zdziwiło. Kazał..."
250 000 : powieść - strona 334
" go, że jego kosztem wyglądała tak wspaniale. Z lubością wpatrywał się w jej uśmiechniętą twarz, tryskającą zdrowiem i sprytem żydowskim; tak był zajęty wyłącznie obserwowaniem jej wdzięków, które zgrabna suknia jeszcze więcej uwydatniała, że nie zauważył wcale młodego..."
250 000 : powieść - strona 335
" — Cóż ten parch sobie myśli — mruknął — dam ja jemu! I poszedł szybkim krokiem do karczmy. Nim wszedł do wnętrza, przyszła mu myśl, że może to jaki jej daleki krewny, który przybył z długiej podróży. To znacznie zmniejszyło jego oburzenie. Niemniej jednak chciał się..."
250 000 : powieść - strona 336
" — Idź, zawołaj mi tu Szmula. — Może jemu się nie będzie chciało iść od gości. — Powiedz, że ja kazałem, rozumiesz?... Że chcę z nim mówić. No, prędzej !... Tupnął nogą o podłogę i przestraszona baba wyleciała, jak z procy ze szynkowni do alkierza. Za chwilę wyszła..."
250 000 : powieść - strona 337
" — U nas, jasny panie, nie robi się z tem wielkich ceregielów. Taki interes załatwia się na poczekaniu. — I zkądżeście tak na poczekaniu narzeczonego wytrzasnęli? — Poznał Małkę na weselu. Ona się tam bardzo wszystkim podobała, a to ma jasnemu panu do zawdzięczenia, bo jasny..."
250 000 : powieść - strona 338
" — Jak wam o posag o idzie, to ja ją wyposażę tak, że będzie mogła znaleźć sobie męża, jakiego zechce. Tylko nie teraz. Tylko niech choć parę lat jeszcze posiedzi w domu. Dam wam kilka tysięcy. Tarchała zwyczajem ludzi, którzy bez pracy doszli do wielkiej fortuny, przeceniał pod..."
250 000 : powieść - strona 339
" — A gdzieby ona miała być? — rzekł żyd, ruszając ramionami, jakby się litował nad niedorzecznością takiego pytania. — Więc dobrze. Ja jutro zaraz jadę wystarać się o pożyczkę na wieś, i przywiozę pieniądze, potem złożymy je razem w depozycie, — i układ stoi — co?..."
250 000 : powieść - strona 340
" ci, do których udał się o pożyczkę, a którzy wskutek tego zajrzeć musieli do hypoteki, aby wiedzieć, czy mogą mu pożyczyć i ile, — dopiero ci objaśnili go, że nic nie ma, że w hypotece figuruje tylko nazwisko żony, a więc jego podpis na wekslu nie ma żadnej wartości...."
250 000 : powieść - strona 341
" — Jakto?... i oni by mieli zagarnąć to; co moje i nie byłoby na te żadnej rady? — zawołał zrozpaczony Tarchała. — Jeżeli mają formalny zapis, to im nic teraz nie zrobisz. — No, ja dałem zapis, ale w tej myśli, że po mojej śmierci zabierze sobie; tak przynajmniej Lipczyński..."
250 000 : powieść - strona 342
" — Wyprocesuję. — Jeżeli jest racya do procesu. A jeżeli niema? — To gwałtem wydrę. — Głupie gadanie — rzekł sędzia, obruszywszy się. — Zaraz się dowiemy, czy masz się czego spodziewać. Weszli do mieszkania notaryusza. Sędzia Tarchałę, jako profana w rzeczach prawnych,..."
250 000 : powieść - strona 343
" Długo stał tak na miejscu, jak piorunem rażony; dopiero po jakimś czasie ośmielił się postąpić parę kroków i zajrzeć do kancellaryi, gdzie zobaczył łysinę i okulary notaryusza, pochylone nad stolikiem. Posunął się jeszcze dalej na palcach i czekał, a nie mogąc się doczekać..."
250 000 : powieść - strona 344
" cze próbować procesu, lubo i to wątpliwe. Masz pan takie fakta? Tarchała zmieszał się tem pytaniem. On miał dowody niewiary małżeńskiej, ale tylko przeciw sobie. Zaczął się więc jąkać i bełkotać coś niewyraźnie. — Ja panu radzę— odezwał się notaryusz, chcąc się..."
250 000 : powieść - strona 345
" Ale człowiek strzela — Pan Bóg kule nosi. Tu czekała go znowu inna niespodzianka. Trafił na chorobę żony. Nie wpuszczono go do niej, bo chora była bardzo osłabioną i potrzebowała przez dłuższy czas spokoju. Lipczyński tylko wyszedł do niego do przedpokoju, aby mu powiedzieć, że..."
250 000 : powieść - strona 346
" widywał okna jej mieszkania oświecone rzęsiście, co wcale nie zdradzało wielkiej choroby. Wyrzucał to raz ojcu, gdy się przypadkowo zeszli w cukierni; ale Lipczyński wytłumaczył mu, że córka jego przyjmuje same damy, że jest jeszcze bardzo zdenerwowaną, więc widok męża, którego..."
250 000 : powieść - strona 347
" przyjemności używane tak w pojedynkę, nie smakowały mu i sprzykrzyły się prędko, bo nie umiał i nie lubił sam się bawić. Na szczęście przypytał się do niego dawny znajomy. Był to aktor prowincyonalny, który wtedy, gdy Tarchała wynosił stołki na scenę i co najwyżej doszedł..."
250 000 : powieść - strona 348
" szkiełko w oku i stare lakiery. Wyglądał w tem wszystkiem jak wykrojony ze starego żurnalu. Tarchała jednak, którego gust niewiele był pod tym względem wyrobiony, nie widział w tem żadnej śmieszności i czuł się wielce zaszczycony grzecznością pierwszorzędnego niegdyś amanta..."
250 000 : powieść - strona 349
" Dla rozrywki zaprowadzili go najprzód do jakiejś knajpeczki, gdzie w tylnych apartamentach odbywała się po nocach często aż do rana gra w karty, w co kto chciał, w pikietę, preferansa, wista, a nawet w zaufańszem kółku w werblika i sztosa. Miejscowość nie była bardzo ponętną;..."
250 000 : powieść - strona 350
" czała się wspaniałą budową i tłustemi kupletami jakaś Mis Wanda. Tarchała nie przyzwyczajony do podobnych widoków i podobnych śpiewek, pożerał jedno i drugie z apetytem zgłodniałego wilka i po kilka godzin przesiadywał przy stoliku najbliżej estrady, racząc siebie i swoich..."
250 000 : powieść - strona 351
" Tarchale rada ta wydawała się wyborną, bo w ten sposób nie potrzebował spowiadać się przed nią, na co, dlaczego chce pieniędzy; chciał ją traktować poprostu, jak swego kasyera, do którego w terminie wypłaty pośle żyda z wekslem i rzecz skończona. Nie przypuszczał ani na..."
250 000 : powieść - strona 352
" najserdeczniejsi przyjaciele. Po tych libacyach udawał się do nadobnej Wandy, zaopatrzony zawsze w jakiś błyszczący prezencik, którym sobie okupował jej względy. Tam znowu traktamencik, już nieco kosztowniejszy, bo nieraz zakończony szampanem, przejażdżka za miasto lub coś..."
250 000 : powieść - strona 353
" energicznych środków do wydobycia od żony pieniędzy, zwłaszcza, gdy żyd go uwiadomił, że tam podobno u Lipczyńskich czynią przygotowania do wyjazdu na dłuższy czas za granicę. Nie było się co namyślać i zwlekać, Tarchała ubrał się coprędzej i pod eskortą żyda, który jak..."
250 000 : powieść - strona 354
" — Czy pan masz co przeciw temu? — spytał Lipczyński, mierząc go groźnem spojrzem. — No, jakto miałbym nie mieć? — odrzekł zuchwale Tarchała, zdobywając się powoli na odwagę? — Cóż to ja nie mąż? Czy nie mam prawa do tego? — Nie masz żadnego, bo kto tak żyje, tak..."
250 000 : powieść - strona 355
" — Na co panu potrzeba pieniędzy? — spytał. — Czy na to, aby dalej prowadzić to bezwstydne życie, które nas zmusza rumienić się za pana i żałować, że w tak niegodne ręce powierzyliśmy szczęście naszej jedynaczki? Dając panu cośkolwiek, choćby najmniej, popieralibyśmy..."
250 000 : powieść - strona 356
" Lipczyński zaś, nie uważając za stosowne odpowiadać Tarchale, zadzwonił na służącego. Ta zimna krew jego doprowadziła Tarchałę do wściekłości. — Co? chcecie mnie wyganiać? mnie, co was dziadów zrobił bogaczami? Niedoczekanie wasze! Ja was pierwej powypędzam na cztery wiatry..."
250 000 : powieść - strona 357
" Lipczyński zapomniał, że szaleństwo i wściekłość nawet tchórzów robi niebezpiecznymi, że rozpacz jest strasznym doradcą, a Tarchała nie miał już nic do stracenia. Stało się więc, że kiedy Lipczyński pewnym krokiem szedł ku niemu i wyciągnął rękę, aby go chwycić za..."
250 000 : powieść - strona 358
" puszczono go na spacer na podwórczyk kryminalny, zapełniony aresztantami, którzy mu się, jako nowicyuszowi, przypatrywali z ciekawością. Byli to przeważnie złodzieje, którzy przez dłuższy pobyt w kryminale i wspólność rzemiosła zbliżyli się do siebie i stanowili pewne zamknięte..."
250 000 : powieść - strona 359
" twarz Antka. Wyglądał on tutaj daleko lepiej i przyzwoiciej, niż wtedy, gdy służył u Lajbusia, bo ubranie aresztanckie było, można powiedzieć, eleganckie w porównaniu do tych łachmanów, jakicmi dawniej okrywał swoje ciało. Dla takiego nędzarza, popychadła, który ani nie dojadł,..."
250 000 : powieść - strona 360
" i, lubo dawniej, tam jeszcze „pod bombą", Antek był dla niego zbyt nędzną figurą, aby mógł zważać na niego, tutaj, wśród obcych i wstrętnych mu ludzi, z uciechą zobaczył tę znajomą twarz, miał ochotę zbliżyć się, zagadać, i gdy Antek przypadkiem przechodził o kilka..."
250 000 : powieść - strona 361
" żeńskiego, kontent, że ma przed kim wygadać się, wyrzucić z siebie to, co mu ciążyło na sercu. Antek słuchał go z uwagą, nie spuszczając z niego oczu, których blask stawał się coraz żywszym w miarę dalszego opowiadania, a twarz farbowała się coraz silniejszym rumieńcem. Był..."
250 000 : powieść - strona 362
" i durzył wszystkich, że będzie zbawcą dla nich, a jak mu się uśmiechnęło szczęście, to stał się gorszym od innych bogaczów. Przez tego gałgana ja dostałem się do kryminału, a dzisiaj on mnie zluzuje, bo Pan Bóg jest sprawiedliwy i ukarał go za to. Głośny, brutalny śmiech..."
250 000 : powieść - strona 363
" ciowi, obwinionemu o usiłowanie morderstwa i sfałszowanie podpisu żony; znaczyło to tyle, co kilka lat więzienia. Złamany na duchu i zgnębiony, wracał do swojej celi przez podwórzec właśnie wtedy, gdy Antek, wypuszczony już z więzienia, przyszedł pożegnać się ze swoimi..."
250 000 : powieść - strona 364
" Antek z ciekawoÅ›ci zbliżyÅ‚ siÄ™ ku niej i poznaÅ‚ w niej starÄ… TarchaÅ‚owÄ…. XV. KONIEC WIEŃCZY DZIEÅ?O. Już od dwóch dni krÄ™ciÅ‚a siÄ™ TarchaÅ‚owa koÅ‚o kryminaÅ‚u. PrzybiegÅ‚a tu ze wsi, jak wilczyca za Å›ladem porwanego szczeniÄ™cia, gdy siÄ™ dowiedziaÅ‚a o uwiÄ™zieniu..."
250 000 : powieść - strona 365
" ził, że ją wyprowadzić każe, jeżeli się nie uspokoi. Niewiele to pomogło, bo Tarchałowa nie mogła zapanować nad sobą, zwłaszcza, że już była po kilku kieliszkach pocieszycielki. Trzymała syna w kościstych palcach, jak w szponach, przypatrywała mu się zaiskrzonemi oczyma i..."
250 000 : powieść - strona 366
" wiedział dobrze, iż one nic mu nie pomogą, a co więcej, całe nieszczęście swoje przypisywał w głębi duszy matce, jej namowom, złym radom, któremi podniecała jego ambicyę i ostatecznie przyczyniła się niemało do skojarzenia tego małżeństwa, które tak zgubne skutki za sobą..."
250 000 : powieść - strona 367
" wnego już nie było, ani jego żony, wytransportowano ich coprędzej, gdy się dowiedziano o blizkich ich stosunkach z Tarchałami. Nowy ekonom traktował Tarchałową jak obcą, oświadczył jej wprost, że ma polecenie niewpuszczania jej do dworu i odesłał jej kufer do karczmy, z tym..."
250 000 : powieść - strona 368
" maczył jej jasno, że nie ma żadnego prawa do majątku, który dawno przestał już być własnością jej syna. Wściekła i wzburzona przeciw Lipczyńskim, którzy w tak zręczny sposób wysadzili ją i syna z majątku, wyjechała z Umanowic do Krakowa, aby wyczekiwać rozstrzygnięcia losu..."
250 000 : powieść - strona 369
" cą się koło kryminału. Wystawała godzinami całemi na plantach, wpatrując się w okratowane okienka, w których widać było twarze więźniów, i z niewyraźnych rysów, koloru włosów usiłowała poznać swego jedynaka i przesyłała mu pozdrowienia, machając rękoma, zabeczana i..."
250 000 : powieść - strona 370
" ślała. Używała bez myśli o jutrze. Przyszło więc do tego, że trzeba było potem i suknie sprzedać i pościel nawet, aż w ostatku nie było już nic do sprzedania, nie było pieniędzy nawet tyle, żeby sobie mogła kupić kieliszek wódki, a bez tego żyć nie mogła. Więc rada..."
250 000 : powieść - strona 371
" słowami. Z każdym dniem stawała się wstrętniejszą; nędza i pijaństwo doprowadziły ją do stanu pewnego zdziczenia, zwierzęcości. Nie mieszkała nigdzie, ławy szynkowne, izba aresztancka, przytuliska dawały jej nocleg w zimie, a w lecie przesypiała się na gołej ziemi w polu za..."
250 000 : powieść - strona 372
" stwa, bo stęsknił się za trunkami, których w więzieniu tylko przemycanym sposobem mógł dostać, i to za grubą opłatą. Teraz na wolności chciał powetować tę stratę i razem z matką oblewali tak suto tę uroczystą chwilę, że w końcu nietylko o tej uroczystej chwili, ale o Bożym..."
250 000 : powieść - strona 373
" się trwożliwie wkoło po zaroślach, by ich kto nie podsłuchał. Przyczołgała się ku niemu i spytała przyciszonym głosem: — Masz już co na nich? Wymyśliłeś co? Oczy jej zaświeciły się chytrze, dziko. — Co tu myśleć? Pójdę, stłukę na kwaśne jabłko, zabiorę, co się..."
250 000 : powieść - strona 374
" — Hm, gdyby się udało, toby było niezłe. Ale nuż się wyda, że to my? — Po co się ma wydać? Trzeba tak zrobić ostrożnie, żeby nikt we wsi ani się domyślił, żeśmy tam byli. Podejdziemy tam ukradkiem, nocami, a jak zrobimy swoje, wtedy nogi za pas i nie oprzemy się, jak gdzie..."
250 000 : powieść - strona 375
" że je miała; syn o więcej nie pytał i niebawem opuścili Kraków. Parę dni im zeszło, nim się dostali do Umanowic, bo szli tylko nocami, ukrywając się przez dzień w lasach, jak dzikie zwierzęta, unikając ludzi, i udało im się rzeczywiście dojść na samo miejsce, nie będąc od..."
250 000 : powieść - strona 376
" zaprawne trucizną, i rzuciła je po nad parkany na ogród. Szczekanie ustało na chwilę, psy poczuły mięso i skwapliwie je chwyciły. Zjadłszy, zaczęły znowu szczekać, ale szczekanie było podobne do urywanych jęków, powtórzyło się parę razy i ucichło nagle. W ogrodzie naraz..."
250 000 : powieść - strona 377
" — Zatyczki do drzwi; potrzeba tylko zaśrubować, a nie otworzą. — Mogą uciec oknem. — To już nasza rzecz w tem, żeby ich żywcem nie wypuścić. — Siatka to wszystko dyabelnie mądrze obmyśliła. — Albom to nie matka twoja? Albo mi to nie idzie o twoje szczęście?... No,..."
250 000 : powieść - strona 378
" i oświeconem z dwóch stron, stała Małka, córka arendarza, prawie już całkiem rozebrana, w spódnicy białej i koszuli, która spadała jej z jednego ramienia, boso, a z brylantowemi kolczykami w uszach i zaplatała sobie warkocze; cień rąk, któremi ruszała, drżał i biegał po..."
250 000 : powieść - strona 379
" zastanawiać się nad tem, bo głowę miał zajętą tem, co ta cała żydowska familia porabia w pałacu Lipczyńskich? Zdawało mu się to snem, tak niepodobnem do prawdy było to, co widział. Tymczasem Tarchałowa, nie mogąc się dogadać z synem, a palona ciekawością, co on tam mógł..."
250 000 : powieść - strona 380
" w różne gospodarskie narzÄ™dzia, zbliżali siÄ™ ku niemu. — Kto tu? — zawoÅ‚aÅ‚ jeden z parobków, wysuwajÄ…c siÄ™ naprzód. — Co siÄ™ ty pytasz? — zawoÅ‚aÅ‚ z tyÅ‚u Szmul — Co on za jeden? ZÅ‚odziej i basta. Å?apać go i koniec. Na co siÄ™ tu pytać? — GÅ‚upiÅ›, Szmulu! —..."
250 000 : powieść - strona 381
" ną brodą. — Jak pan nie wierzysz, to spytaj się ludzi, oni powiedzą, kto tu dziedzic. — No, a cóż się z Lipczyńskimi stało? — spytał Tarchała, przerażony tą niespodziewaną wiadomomością, która pokrzyżowała naraz wszystkie jego plany. Żyd ruszył pogardliwie ramionami...."
250 000 : powieść - strona 382
" To słowo: wędrownych wyakcentował tak jakoś dziwnie, że prawie znaczyło tyle, co włóczęgów. — Tak?... To tak szelmo żydzie odpłacasz mi się za moje dobro? — zawołał Tarchała oburzony impertynencką miną żyda. — Panie Tarchała, proszę być grzecznym, bo ja mam ludzi, co..."
250 000 : powieść - strona 383
" żydowi, co mu ślina do ust przyniosła. Czeladź dworska szła za nim, drwinkując sobie z dawnego dziedzica, i odprowadzono go tak aż do bramy, którą potem zamknięto za nim. Wypędzono go więc prawie jak psa z posiadłości, w której niegdyś był panem. Długo nie mógł przyjść do..."
250 000 : powieść - strona 384
" upadł całkiem na duchu i wyrzekając na swoję nieszczęśliwą dolę rozpłakał się głośno. Napróżno matka, siedząca obok niego jak cień, pocieszała go, jak mogła i umiała, czuł się niepocieszonym; w położeniu bez wyjścia. — A to mnie urządzili — powtarzał nie wiedzieć..."
250 000 : powieść - strona 385
" pokazywać się w takim stanie ludziom, którzy ją znali dawniej inną. A ze wszystkich ludzi najbardziej bała się spotkania z Ignacym. Zdawało się jej, że nic w życiu dla niej nie mogłoby być okropniejszego, jak żądać łaski od tej szewckiej duszy — jak go nazywała. Jego litość..."
250 000 : powieść - strona 386
" być u Ignaca. Stanęło wiec na tem, że matka będzie go czekać w karczmie na krzyżowej drodze, i z tem się rozeszli. Tarchała przy tym układzie z matką nie brał wcale w rachubę gościnności Ignacego, nie przypuszczał, że ten przyjmie go tak serdecznie i mając go pod swoim dachem,..."
250 000 : powieść - strona 387
" ca nakryła stół do kolacyi, mosiężne lichtarze, świecące się od czystości, białe talerze, połyskujące noże i łyżki, wreszcie ten półmisek ze zrazami i kaszą dymiący parą, który siostra Józi przyniosła z kuchni, wszystko to miało dla niego taki świątecznj, uroczysty..."
250 000 : powieść - strona 388
" położenia i było mu tak dobrze, tak dobrze, że zapomniał zupełnie o matce. Dopiero świst wiatru w kominie przypomniał mu, że za tym cichym, miluchnym pokoikiem jest świat, gdzie wicher szarpie gałęziami drzew, że w tej burzliwej niespokojnej nocy, matka jego czeka tam w karczmie na..."
250 000 : powieść - strona 389
" nie będzie potrzebowała żyć z jego łaski, bo Tarchała będzie miał własny dom i utrzymanie ze swojej pracy — uparta baba nie chciała słuchać nawet i wciąż tylko powtarzała: nie chcę, nie chcę. Przerażała ją myśl sama, że będzie musiała zamieszkać znowu między dawnymi..."
250 000 : powieść - strona 390
" a nie — to wolna wola. Ja nie myślę tyrać się po świecie, a jak matce włóczęgostwo pachnie, to z Panem Bogiem. Chodźmy Ignac. — Markusiu! wróć się, Markusiu! pamiętaj, że pożałujesz tego — wołała Tarchałowa, wybiegłszy przed karczmę, ale syn zatkawszy uszy, uciekał..."
250 000 : powieść - strona 391
" jenie staje się drugą naturą. Zanadto przywyknął do próżniactwa i nieczystości moralnych, aby mógł się ich pozbyć tak łatwo. Potrzeba było na to silnej woli, której nie miał, pracy nad sobą, do jakiej nie był zdolny i pewnych zasad moralnych, których nie dało mu wychowanie...."
250 000 : powieść - strona 392
" brzytew, to niewprawa w ręce, to ból głowy. Tłumaczył się, że musi przyzwyczajać pierwej rękę, która odwykła od prowadzenia brzytwy, chciał przećwiczyć się pierwej na domownikach, ale i to mu szło jakoś nie sporo, odkładał rozpoczęcie tych ćwiczeń z dnia na dzień, a..."
250 000 : powieść - strona 393
" le. Kiedy tak rozmyślał nad swojem położeniem i robił porównanie między swoim losem a Ignaca, wściekłość go ogarniała, uczucie zazdrości trapiło go i zamiast być wdzięcznym, za to, co poczciwy szewc dla niego zrobił począł uczuwać nienawiść dla niego. Był jeszcze jeden..."
250 000 : powieść - strona 394
" wy ludzkiej, zgodziła się dać mu chwilowy przytułek — a że Antek przez te kilka dni, które przebył w ich domu, pokazał się cichy, pracowity i usłużny, przeto Ignacy po wspólnej naradzie z żoną umyślił przyjąć go do służby. I nie żałował tego uczynku, do którego z..."
250 000 : powieść - strona 395
" o służbę, której nie chciała stracić. Ale gdy Antek przed panią majstrową wyspowiadał się ze swoich intencyi małżeńskich i objaśnił ją jeszcze, jakie pobudki go do tego skłoniły, gdy pani majstrowa i pan majster także wzięli stronę Antka i poczęli namawiać starą Dorotę..."
250 000 : powieść - strona 396
" otoczeni biesiadnikami, także przyzwoicie ubranymi, to Antkowi przypomniał się ów sen o niebie, jak, miał niegdyś tam, w karczmie na podwórzu, śpiąc obok swego przyjaciela Zagrają. Żal mu było, że biedny pies już nie żyje i nie może patrzeć na jego szczęście, ani uraczyć się..."
250 000 : powieść - strona 397
" kryminału, ma daleko więcej u ludzi życzliwości i szacunku, niż on. To go oburzało; patrzeć nie mógł na biednego Antka, jakkolwiek ten przez wzgląd na swoich gospodarzy okazywał się dla niego również, jak dla wszystkich uległym i usłużnym, każde spotkanie się z Antkiem..."
250 000 : powieść - strona 398
" goś pijaka, leżącego pod ławą, zdecydował się wejść na półkwaterek wódki. Lajbuś przyjął go obojętnie, jakby go pierwszy raz widział, ani się zdziwił, ani go witał, że aż Tarchała przypuszczał, że go nie poznał, więc zagadał do niego: — Cóż to mnie nie poznajecie?..."
250 000 : powieść - strona 399
" innych gości, którzy go niecierpieli i unikali. Pozbywać się wszystkich dla jednego, to nie byłby korzystny interes i w skutek tego obrachunku Lajbuś zaczął odpowiednio traktować Tarchałę to jest, nie zważał wcale na niego, schował do kassy pieniądze za wódkę, odwrócił się do..."
250 000 : powieść - strona 400
" z pogardliwą miną usunął się na bok, nie chcąc robić pijakowi tego zaszczytu, żeby z nim gadać i unikając dalszych pytań, wyniósł się niezadługo z karczmy. Za odchodnącym wychylił się jeszcze Spytek przez okno, ofiarując się ukręcić mu mocny postronek, gdyby potrzebował...."
250 000 : powieść - strona 401
" maczył sobie, że i tak Ignacy chciał mu ofiarować pewną kwotę na wynajęcie sklepu i zagospodarowanie się, a że on o sklepie nie myślał nigdy na seryo, bo ciągła praca i powolny zarobek nie przystawały teraz do jego niespokojnego usposobienia, więc zabrał sobie tę summę, jakko..."
250 000 : powieść - strona 402
" teraz nie opuści, że pójdzie za nim, choćby na koniec świata. Odtąd zaczęli we dwoje szukać szczęścia po świecie. Tarchała próbował najrozmaitszych zajęć, szczególniej takich, które nie wymagały ciągłej i wytrwałej pracy. Przystał najprzód do jakiej trupy prowincjonalnej,..."
250 000 : powieść - strona 403
" i zaczął kaleczyć ludzi, więc wypędzono go z golarni. Był potem kelnerem w jakiejś podrzędnej knajpie, bileterem w teatrze, posługaczem u żydów, wędrownym przekupniem pomarańcz, fig, daktyli, z któremi chodził po piwiarniach, grając z gośćmi w „parę nie w parę", a matka..."
250 000 : powieść - strona 404
" cie nie byłby tam wrócił, przez sam wstyd, to jednak ślubował sobie, że skoro wyjdzie ze szpitala, weźmie się na dobre do pracy. Mała na pozór okoliczność sprawiła w nim tę moralną przemianę: oto na ścianie naprzeciw jego łóżka wisiał stary, zniszczony już trochę obraz..."
250 000 : powieść - strona 405
" był osłabiony nieco, wyrobił sobie kartę uwolnienia i puścił się w drogę. Było to w końcu Stycznia. Zima była mroźna i śnieżna, wielkie zaspy miałkiego, suchego śniegu leżały po rowach i gościńcach, które wiatr co chwila przenosił z miejsca na miejsce, odkrywając twardą i..."
250 000 : powieść - strona 406
" gwałtownością, zamieć śnieżna zaprószyła powietrze, że świata widać nie było, ogromne tumany, jak białe wystrzępione prześcieradła ciągnęły się po gościńcu i upadały jedne na drugie na pola i rowy. Tarchała szedł ciągle naprzód na oślep, z zamkniętemi oczyma, bo..."
250 000 : powieść - strona 407
" cia, jak we śnie, co to człowiek chce biedz, a nogi ciężą, jakby wrosłe do ziemi... On tak pragnął dostać się co prędzej do tego krzyża, który zdawał się roztwierać na jego przyjęcie miłosierne ramiona. Jeszcze tylko kilka kroków. Przebył je już prawie nieprzytomny, spocony..."
250 000 : powieść - strona 408
" Przywlókł się nieborak do grobu żony, jakby ją chciał przebłagać i pojednać się z nią. Przeczucie go nie omyliło, że znajdzie tu spokój, rzeczywiście znalazł spokój i to wieczny. Ignacy pochować go kazał obok żony. W taki sposób połączyli się znowu ci, których śmierć i..."