Poezye - strona 62
Nie wiem, czy to, co bogów rozkosze stanowi,
Może być w równej mierze dane człowiekowi;
Lecz gdybym swego wroga mógł udręczyć karą,
Niechby takiej miłości był właśnie ofiarą,
Niechby w osamotnieniu, z spokoju wyzuty,
Czuł w swem sercu przy zgonie jej sztylet zatruty!
W tak okrutnej pogardzie, wiecież, co ból znaczy?
Wiecież ile trza cierpieć, by stłumić wybuchy,
Byle ocean trwogi, żalu i rozpaczy
Pomieścić w głębi czaszki na kosteczce kruchej?
Mógłżeby nierozsądny żądać
www.wapol.com.pl
zmiłowania?
Wszak kto gardzi, już przez to zapomnieniem darzy,
A wreszcie, czyż i duma nie stoi na straży?
Ta duma, co przed wzrokiem swe czoło zasłania,
Krwią zbroczone, jak Cezar, który, w drżącej dłoni
Trzymając fałdy płaszcza, od ciosu się broni.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A na tych mórz spokojnych obumarłej fali
Nieopatrzny Oktawiusz swywolą się chwali
I swe oczy, co nigdy nie płaczą, zamyka,
Lub wznosi je, niebieskie, piękne, w takt walczyka.
Jest to młode pacholę, ledwie żyć zaczyna,
I dotychczas go sobie świat nie przypomina;
Mówią, że dnia pewnego, gdy w gondoli płynął,
Najbezwiedniej pod okna Maryetki zawinął.
Już o zmierzchu staruszka zachodzi mu drogę
I mówi głosem smutnym, zwiastującym trwogę:
"Marya po raz ostatni pragnie widzieć pana. "
Na te słowa Oktawiusz odkrywa swe czoło,
I wybucha radością szalenie wesołą.
Może być w równej mierze dane człowiekowi;
Lecz gdybym swego wroga mógł udręczyć karą,
Niechby takiej miłości był właśnie ofiarą,
Niechby w osamotnieniu, z spokoju wyzuty,
Czuł w swem sercu przy zgonie jej sztylet zatruty!
W tak okrutnej pogardzie, wiecież, co ból znaczy?
Wiecież ile trza cierpieć, by stłumić wybuchy,
Byle ocean trwogi, żalu i rozpaczy
Pomieścić w głębi czaszki na kosteczce kruchej?
Mógłżeby nierozsądny żądać
Darmowa reklama:
Wykładziny podłogowe
Standard tylko dla najlepszych - Wykładziny podłogowe - zainwestuj i ciesz się dobrym nabytkiem.www.wapol.com.pl
Wszak kto gardzi, już przez to zapomnieniem darzy,
A wreszcie, czyż i duma nie stoi na straży?
Ta duma, co przed wzrokiem swe czoło zasłania,
Krwią zbroczone, jak Cezar, który, w drżącej dłoni
Trzymając fałdy płaszcza, od ciosu się broni.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A na tych mórz spokojnych obumarłej fali
Nieopatrzny Oktawiusz swywolą się chwali
I swe oczy, co nigdy nie płaczą, zamyka,
Lub wznosi je, niebieskie, piękne, w takt walczyka.
Jest to młode pacholę, ledwie żyć zaczyna,
I dotychczas go sobie świat nie przypomina;
Mówią, że dnia pewnego, gdy w gondoli płynął,
Najbezwiedniej pod okna Maryetki zawinął.
Już o zmierzchu staruszka zachodzi mu drogę
I mówi głosem smutnym, zwiastującym trwogę:
"Marya po raz ostatni pragnie widzieć pana. "
Na te słowa Oktawiusz odkrywa swe czoło,
I wybucha radością szalenie wesołą.
"Maryetka już umiera? Maryetka kochana?"
Rzecze. — "Tak, lekarz wątpi, czy dotrwa do rana."
Rzecze. — "Tak, lekarz wątpi, czy dotrwa do rana."
Oznaczenia: Wykładziny podłogowe