Poezye - strona 66
DO JULII.
Pytają na wszystkie strony,
Czemu chodzę zgawroniony,
I cygaro ćmiąc, próżnuję?
Czy młodości już nie czuję?
Co też przyniosły dla świata
Noce bezsenne w trzy lata?
Juleczko, daj mi swe usta!
Nieco szalona rozpusta
Przyćmiła ich koraliki;
Skrwaw je wonnemi oddechy,
O lube dziecię Afryki;
Daj usta, pragnę pociechy!
Wydawca krzyczeć zaczyna,
Że mu próżnuje maszyna,
Żem od niej nazbyt daleki;
A pewni klubowcy stali
Przewidzieć nie omieszkali,
Żem złamał pióro na wieki.
Julciu, hiszpańskie masz wino?
Piliśmy wczoraj, dziewczyno,
Może choć trochę zostało?
Juleczko, twe usta płoną,
Pomyślmy farsę szaloną,
Co porwie duszę i ciało.
Mówią, że zołza mnie gnębi,
Że nic już nie mam w swej głębi,
Pytają na wszystkie strony,
Czemu chodzę zgawroniony,
I cygaro ćmiąc, próżnuję?
Czy młodości już nie czuję?
Co też przyniosły dla świata
Noce bezsenne w trzy lata?
Juleczko, daj mi swe usta!
Nieco szalona rozpusta
Przyćmiła ich koraliki;
Skrwaw je wonnemi oddechy,
O lube dziecię Afryki;
Daj usta, pragnę pociechy!
Wydawca krzyczeć zaczyna,
Że mu próżnuje maszyna,
Żem od niej nazbyt daleki;
A pewni klubowcy stali
Przewidzieć nie omieszkali,
Żem złamał pióro na wieki.
Julciu, hiszpańskie masz wino?
Piliśmy wczoraj, dziewczyno,
Może choć trochę zostało?
Juleczko, twe usta płoną,
Pomyślmy farsę szaloną,
Co porwie duszę i ciało.
Mówią, że zołza mnie gnębi,
Że nic już nie mam w swej głębi,
Że pustka moja aż trwoży!
I sądzę, byliby skorzy
I sądzę, byliby skorzy